sobota, 23 kwietnia 2016

Malec - Szklany Pantofelek: Rozdział 3

Lelo: 
Rozdział trzeci był pierwszym, z którego byłam w pełni zadowolona. Przyznam szczerze, że wątek indyjski (który w pierwszej wersji nie istniał w ogóle) jest jednym z moich ulubionych. Zamiast wyjaśniać tajemnice powoli robi się ich coraz więcej, dlatego też chciałabym usłyszeć wasze pierwsze teorie na temat poszczególnych wątków. Miłej lektury i do zobaczenia w przyszłą sobotę! :)

Coco Deer:
Trzeci rozdział... Jak to szybko mija. W sumie nie mam jakoś wiele do powiedzenia oprócz tego, że bardzo proszę o komentarze (wasza opinia jest naprawdę ważna, chcemy wiedzieć, co trzeba poprawić i zmienić) oraz obserwowanie bloga (prawa kolumna ;)). Dzięki temu będziecie na bieżąco z postami. 
Miłego Czytania! 

   Indie były wspaniałym i kolorowym krajem, a Nowe Delhi niczym nie ustępowało amerykańskim metropoliom.  Miasto reprezentowało typ azjatycki: nowoczesne budynki w połączeniu z tradycyjnymi budowlami stanowiły dość niebanalne, lecz mimo wszystko piękne połączenie. Magnus przechadzał się jego wąskimi uliczkami, co jakiś czas zerkając kątem oka na siedzących w kątach bezdomnych. Dawno go tu nie było. W ciągu ostatnich kilku dekad miasto zmieniło się diametralnie. To oczywiście naturalna kolej rzeczy, jednak czarownik dalej pamiętał, jaki magiczny nastrój panował tu przed pięćdziesięciu laty.
   Skręcił w jedną z ciemnych, wąskich ulic. O ile wspomnienia go nie myliły, właśnie tędy prowadziła droga do jednego z hinduskich Instytutów. Robert Lightwood wysłał go tu z pewnym zadaniem, a jako przedstawiciel czarowników w radzie nie miał wyjścia. Musiał się zgodzić. Martwiło go jednak, co w tym czasie dzieje się u Aleca. Będąc w Azji, nie mógł kontrolować spraw Alicante na bieżąco.
   Rozejrzał się dookoła. Jego oczom ukazała się piękna budowla wzorowana na starożytne świątynie - mandiry. Zwykli Przyziemni widzieli na jej miejscu grożącą zawaleniem, starą fabrykę otoczoną drutem kolczastym, który w jego oczach był jedynie wysokim, kamiennym ogrodzeniem. Podszedł to furtki i nacisnął klamkę, po czym udał się w stronę frontowych drzwi. Nawet one, ozdobione biblijnymi scenami, w swoim wykonaniu idealnie komponowały się z otaczającą go architekturą i sztuką. Nim zdążył zapukać, te otworzyły się. Oczom Wysokiego Czarownika Brooklynu ukazała się niska, chuderlawa sylwetka Aadesha Bhaduri - reprezentanta Nephilim w Indiach.
- Namaste, Magnusie Bane – Ubrany, w kontrastującą się z ciemną, skórą białą kurtę, Nocny Łowca ukłonił się. 
- Witaj, ado - odpowiedział czarownik. - Przychodzę tu z polecenia Rady. 
Mężczyzna zmarszczył czoło. 
- Ach, tak - westchnął. - Smutna sprawa. Wejdź proszę. 
   Wnętrze budynku miało jasnobeżową barwę, a pnące się po szerokich kolumnach rośliny ocieplały wykończone marmurem ściany. 
- To mój syn,Rishi. 
   Nastoletni chłopak ukłonił się. Jego włosy miały tę samą czarną barwę co ojca, a ciało przysłaniało czerwone akchan. 
- Namaskar - powiedział. 
   Magnus skinął głową i udał się za Aado, który zaprowadził go do salonu 
- Sprawa jest skomplikowana, czarowniku - rzekł Hindus, sadowiąc się na białej, udekorowanej różnokolorowymi poduszkami sofie. - Wampir dokonał morderstwa na jednym z naszych... Pan Paislay wizytował w nas przez jakiś czas. Pewnego razu wraz z małżonką wyszli na spacer, a do Instytutu wróciła tylko ona sama, zapłakana i zakrwawiona, mówiąc, że jej mąż został zamordowany przez Dziecko Nocy.
  Karą za nieprzestrzeganie przymierza była śmierć, a jeśli sędzią okaże się Nephilim, ta będzie dla Dziecka Nocy rzeczą pewną. Magnus nie wierzył jednak, aby ktoś mógł postąpić w tak nieostrożny sposób. Musiał z nim porozmawiać i wyjaśnić tą sprawę jak najszybciej.
- A gdzie ona teraz jest? - zapytał Magnus. Wampiry z natury bywały impulsywne, jednak czy ten byłby taki głupiżeby mordować przypadkowo napotkanego Nephilim? 
- Wczoraj wróciła do Bostonu. Jest w żałobie po mężu. Ione był szanowanym Nocnym Łowcą także w Podziemnym świecie. Nie mam pojęcia, dlaczego ktokolwiek miałby zrobić coś takiego - stwierdził smętnym głosem. - Ciała dalej nie znaleziono. 
   Rodziny Paislayów i Bhadurich przyjaźniły się, odkąd Magnus tylko pamiętał. Nie dziwił się, że ten człowiek jest tak przybity.
- Gdzie ten wampir? - spytał. 
- W piwnicach. Czeka na proces - powiedział Aadoesha.
- Chce z nim pomówić. 

♥♥♥

- Grace! GRACE! - Głos starszej z sióstr niósł się po korytarzu na drugim piętrze willi należącej do rodziny Ybarra 
   Valencia zatrzymała się wpół kroku i zerknęła przez ramię w stronę pokoju, który obecnie pełnił funkcję szwalni. Na manekinie stojącym najbliżej wejścia wisiała piękna, różowa suknia. 
   Dziewczynę absolutnie zachwycił ten widok. Patrzyła oniemiała, nie ruszywszy się z miejsca. 
   Suknia była długa do ziemi, rozkloszowana, z szerokim tiulem. Gorset skrojony został w kształt serca i ozdobiony białymi oraz bladoróżowymi perłami. Dół spódnicy obszyty był czarną koronką. Pozbawiona była rękawów, co wynagradzała kolia zapięta na szyi manekina. 
   Łowczyni weszła do pokoju z otwartymi ze zdziwienia ustami, po czym rozejrzała się i odnalazła obiekt swych poszukiwań. 
   Gracia miała na sobie identyczną suknię jak wisząca przy wejściu, z tą różnicą, że w kolorze żółtym. 
- Wyglądasz pięknie, Grace - powiedziała uśmiechając się Valencia.
- Wiem, zawsze tak wyglądam. Tylko ta paskudna kieca - odparła kąśliwiewpatrując się w swoje odbicie.
- Przecież jest cudowna - odpowiedziała starsza siostra.
- Właśnie o to chodzi, jest zbyt idealna, nie mogę pozwolić, żeby ten Podziemny pomiot myślał, że jest w stanie coś zrobić dobrze – powiedziała, patrząc przez ramię na lustro.
   Gracia obróciła się kilkakrotnie i zatrzymała się, następnie schyliła się i zaczęła szarpać brzeg sukni.
- Co ty robisz? - krzyknęła zszokowania Val.
   Nephilim wyprostowała się, odwróciła głowę w stronę siostry i upuściła oderwany kawał materiału.
- Nie pozwolę jej. Nie może być lepsza od nas. Lepsza ode mnie. To PODZIEMNA! - wykrzyczała Gracia ze łzami w oczach, a zaraz potem wybiegła, zostawiając siostrę w zupełnej konfuzji. 
   Valencia spojrzała lustro, wzdychając. Miała duże, brązowe oczy, pełne usta  i ciemnobrązowe włosy sięgające do ramion. Uchodziła za ładną, ale wiedziała, że nigdy nie dorówna urodą przyrodniej siostrze. 
   Obie z Gracią zazdrościły jej. Nita była utalentowana, dobra, mądra, pracowita i uczynna. Nawet jeśli była półwilkołaczką. To bolało, ktoś, kto powinien być gorszy, kto, kto miał w sobie krew demona, nie powinien być lepszy od potomka anioła. 
   Jednak to zawsze młodsza z dziewczyn przodowała w wyładowywaniu frustracji na przybranej siostrze. Valencia była wredna dla niej tylko, gdy w pobliżu znajdowała się matka lub siostra. Nie czuła się z tym dobrze i wielokrotnie przepraszała Nitę za swoje zachowanie. Nie potrafiła się postawić biologicznej rodzinie. 
   Nephilim zamknęła drzwi i zdjęła suknię z manekina. Ściągnęła ubrania, związała włosy i założyła kolię. Gdy usiłowała poradzić sobie ze sznurowaniem gorsetu, rozległo się pukanie do drzwi. 
- Otwarte - powiedziała Valencia 
   Do pokoju niepewnym krokiem weszła Nita. Na widok starań siostry, podeszła do niej i bez pytania zaczęła wiązać gorset. 
- Gotowe. - Nita uśmiechnęła się do lustra- Wyglądasz pięknie 
- Dziękuję - odpowiedziała niepewnie Val. - Dziękuję ci za suknię, jest doskonała. A i przepraszam cię za Gracię – dodała, podnosząc zerwany fragment stroju. 
- No cóż, przywykłam. Nie ma za co - powiedziała zrezygnowana Ybarra.
   Valencia spojrzała na siostrę. Nita była naprawdę piękna. Wiedziała już, że może zapomnieć o dziedzicu Inkwizytora. Dziewczyna była bezkonkurencyjna. Nie, żeby specjalnie ją to martwiło. Owszem, matka bardzo chciałaby, żeby jej córki najszybciej znalazły "odpowiednich" mężów, ale dziewczynie niespieszno było do małżeństwa. Zawsze chciała być prawdziwym Nocnym Łowcą, co nie do końca jej się udawało. Podczas przewrotu Valentine Morgensterna nie miała okazji do stoczenia żadnej walki, a wcześniej miała bardzo nieliczne starcia z demonami. Wszystko z powodu nadopiekuńczej Andory.
- Mogłabyś..? - zapytała nieśmiało.
- Jasne. - Nita rozsupłała skomplikowany gorset, po czym wyszła z pokoju.

♥♥♥

   Piwnice nowodelijskiego Instytutu nawet w najmniejszym stopniu nie przypominały piękna Indii. Z szarych, obskurnych, betonowych ścian uchodził nieprzyjemny zapach stęchlizny, a w kątach kryły się różnej wielkości pajęczyny. 
- Ojciec mówi, że Dziecko Nocy musi zapłacić za swoje grzechy, jednak moim zdaniem nie zrobił tego - powiedział idący przed nim z latarką w ręce, piętnastoletni Rishi. 
   Magnus zamyślił się. Dzieciak jest mądry. Skoro nawet on uważa, że coś tu nie gra, w takim razie musi to być prawdą. 
- Też tak sądzę - potwierdził Magnus. - Wampiry są na to zbyt ostrożne.
   Jeżeli chłopak jest niewinny, będzie musiał jakoś tego dowieść. Jednak czy podoła? Nephilim od wieków nienawidzili Podziemnych, więc może okazać się to niewykonalne. 
   Dotarli na miejsce. Magnus skinął głową w kierunku chłopca, a sam wszedł do środka celi, w której mieścił się oskarżony przez Nocnych Łowców wampir. 
- Kim jesteś? - wychrypiał spętany w srebrne kajdany mężczyzna. Miał około dwudziestu dwóch lat. Ewidentnie nie był Hindusem. Jego długi nos, niebieskie oczy i płowe włosy pozwalały czarownikowi przypuszczać, że ów pochodzi z terenów Europy bądź Ameryki. 
- Nazywam się Magnus Bane - powiedział. 
- Przyszedłeś mnie zabić? - Dziecko Nocy wpatrzyło się w niego przestraszonym wzrokiem. Miał tęczówki tego samego koloru, co Alec. Czarownik powstrzymał falę tęsknoty, którą zwieńczyła jego duszę. Mężczyzna mówił płynną angielszczyzną, lecz w jego akcencie można było wyczuć wpływy rosyjskiego.
- Zależy - powiedział. - Jak się nazywasz? 
- Vlad Tepes - odpowiedział. 
- Powiedz mi, co się wydarzyło tamtego wieczoru, którego rzekomo zabiłeś Iona Paislay'a? 
   Vlad wydał z siebie ciche westchnięcie. 
- Już im to mówiłem. To nie ja zabiłem tego człowieka. Nawet nie wiedziałemjak się nazywa. To ta kobieta... To jej wina...- rzekł. – Błagam, wypuść mnie... - Mężczyzna wydawał się psychicznie wyczerpany. Magnus musiał działać jak najszybciej. 
- Najpierw mi opowiedz, co się stało tamtego dnia - polecił. 
- Może zacznę od początku...
   Magnus na znak potwierdzenia kiwnął głową. 
- Pochodzę z Rumunii, jednak nieśmiertelność bywa na tyle nudna, że siedzenie w jednym miejscu nie jest fascynującym zajęciem, dlatego odkąd pamiętam, sporo podróżuje. W Indiach pojawiłem się jakieś dwa tygodnie temu... - mówił. - Moją tutejszą tradycją stało się codzienne odwiedzanie teatru. Tam właśnie ich spotkałem. Od razu wyczułem, kim są... Ich ruchy były zbyt doskonale, a ich skóra zbyt zabliźniona. Byłem pewien, że to Nephilim. Oni też wydawali się wiedziećkim jestem. Tamtego poniedziałkowego wieczoru grali Makbeta. Wyszedłem przed czasem, ponieważ dwa dni wcześniej. Umówiłem się z mieszkającą w mieście wilkołaczką. Zauważyłem, że idą za mną. Skręciłem w jedną z mniej uczęszczanych uliczek. To był mój błąd. Gdy oddaliłem się o jakieś sto metrów od głównej drogi, usłyszałem zawodzący krzyk. Oczywiście pobiegłem w tamtą stronę. Oczy wampira są świetnie przystosowane do ciemności, więc jestem pewien, że to była ona... Stała z nożem serafickim w dłoni, wpatrując się we mnie rozbawiona. Czas się zatrzymał. Wpatrywałem się zaskoczony w martwe ciało mężczyzny. Nie mogłem uwierzyć, jak można zrobić coś takiego własnemu mężowi. Odwróciła się na pięcie i odeszła. Nie chciałem mieć z tym nic wspólnego, więc także poszedłem w swoją stronę, jednak w mieszkaniu Ayanny, bo tak miała na imię wilkołaczka, zastałem jedynie dwóch Nocnych Łowców z bronią w ręku: kobietę i mężczyznę. Niczym się obejrzałem, leżałem na podłodze twarzą do ziemi... - skończył. - Oto cała historia, Magnusie Bane. Czy choć ty mi wierzysz? 
   Czarownik wlepił w niego swe kocie ślepia. Ten człowiek musiał mówić szczerze. Nikt nie jest tak dobrym kłamcą.
- Wierzę - powiedział. - I obiecuję ci, że postaram się uwolnić cię od wszelkich zarzutów. Jeszcze będziesz mógł cieszyć się życiem. - Położył dłoń na jego ramieniu, po czym wyszedł, zamykając za sobą ciężkie, metalowe drzwi.

♥♥♥

   Nowy Jork błyszczał wśród nocy tysiącami neonów, rzucając kolorowe światła na zakapturzoną sylwetkę. Postać szła zatłoczonymi ulicami, pełnymi turystów a także miejscowych, którzy tłumami postanowili spędzić sobotni wieczór poza miejscem zamieszkania. Mimo że mijało go setki osób, żadna nie byłaby w stanie przywołać twarzy przechodnia.
   Przystanął dopiero w Central Parku, gdzie rozejrzał się i odnalazł wzrokiem cel swojej wyprawy. Zbliżył się cicho do stojącego w świetle latarni i zawołał:
- ALEXANDER LIGHTWOOD!
   Chłopak ubrany był w typowy dla Nocnych Łowców sposób, od stóp do głów w czerń. Jedynym wyróżniającym się elementem była błękitna kamizelka, założona na czarną koszulę, która podkreślała jego kolor oczu. Każdy, kto chodź odrobinę znał młodego Nephilim, wiedziałby, że sam nigdy nie kupiłby czegoś tak gustownego. Był to prezent od Wysokiego Czarownika Brooklynu, który specjalnie założył na tę okazję.
  Gdy się odwrócił, jego mina w ciągu sekundy przeszła od promiennego uśmiechu w rozpacz i niedowierzanie. Wpatrywał się w przybysza zszokowany. Nie jego oczekiwał jego wieczoru.
- Ojcze.. – powiedział z powagą – Co ty tu robisz?
- Czyżbyś zapomniał, że też jestem Nocnym Łowcą? Sądziłeś, że Inkwizytor nie jest w stanie wyczytać wiadomości zapisanych stelą?! – Głos Robert zionął furią – Mam nadzieję, że jesteś z siebie dumny. Specjalnie dla ciebie przesunąłem naprawdę ważne spotkanie.  Jak mogłeś próbować mnie oszukać?! Jestem Inkwizytorem! Co więcej jestem TWOIM OJCEM!
   Alec konsekwentnie milczał w konsternacji. Powódź myśli zalała jego umysł. Jako Nephilim powinien być w stanie wyjść cało z niemalże każdej sytuacji. Teraz jednak panika wzięła górę nad instynktem samozachowawczym. Co jeśli dotrzyma swojej chorej obietnicy?
- Nie spotka cię żadna kara. - Robert patrzył prosto w oczy syna wzrokiem pełnym potępienia i wściekłości - Na razie. Chyba, że zamierzasz skazać swojego Podziemnego na coś znacznie gorszego. – Uśmiechnął się ironicznie
- Nie zrobiłeś tego, prawda? – zapytał przerażony Alec.– Powiedz, że tego nie zrobiłeś!
- Nie zamierzam teraz strzępić języka na nieposłuszne dziecko. Czekają mnie sprawy wagi światowej – powiedział chłodno Inkwizytor – Poza tym, najlepiej sam się przekonaj.

♥♥♥

   Wpadł niczym burza do mieszkania Magnusa. Nie ukrywał, że słowa ojca zaniepokoiły go. Równie dobrze mogła być to zwyczajna prowokacja, lecz jeśli czarownikowi naprawdę coś się stało?  
- Magnus?!  - Ni to krzyknął, ni zapytał. - Magnusie! - Za drugim razem jego głos stał się jakby silniejszy. 
   Brak odzewu.
- MAGNUSIE BANE! - wykrzyczał po raz kolejny. 
   Odpowiedziała mu jedynie cisza. 
   Alec rozejrzał się nerwowo po salonie. Prezes Miau spał na beżowej kanapie zwinięty w kłębek. Chłopak pognał sprawdzić inne pomieszczenia, jednak i tam nikogo nie zastał. Oparł się o ścianę, a później zsunął po niej do pozycji siedzącej. Zanurzył twarz w bladych dłoniach. Robert mówił prawdę. Magnus rzeczywiście znajdował się w niebezpieczeństwie. Jak człowiek, który uczynił coś takiego synowi, może nazywać się ojcem? Strata ukochanego bolała jeszcze bardziej. Nie wiedział, czy kiedykolwiek go odzyska... Co jeśli czarownik nie żyje? Ręce drżały mu z przerażenia, a usta wygięły się w żałosnym grymasie. Serce rozdzierało się ze strachu. Myśli bolały. Otchłań rozpaczy wchłaniała jego zmartwioną duszę. Po głowie chodziło mu jedno słowo: Magnus. Powtarzał je jak mantrę, próbując uspokoić żałość, jednak to nie pomagało. Czarownik był pierwszą, a zarazem jedyną miłością. Nikogo nie kochał bardziej niż niego. Teraz to wszystko miało zniknąć... Wszystkie jego uczucia i cała sympatia... Na zawsze.

♥♥♥

   Z pomieszczenia, które pełniło funkcję sali treningowej  willi należącej do rodu Herondale, dobiegały wyraźne odgłosy walki. Przy czym była to potyczka jednostronna, ponieważ ciężko uznać manekina za godnego przeciwnika. Zwłaszcza jeśli nazywasz się Jonathan Herondale. W prawdziwej walce kukła padłaby po jednym ciosie, jednak broń ćwiczebna osłabiła jego ataki, dając przeciwnikowi znaczne fory. Już od dawna nikt nie wytrzymał tak długo w pojedynku z młodym Nephilim. 
    Walka jednak musiała pozostać nierozstrzygnięta, gdyż przerwał ją wyraźny dźwięk pukania do drzwi frontowych. Jace, odłożywszy broń na przeznaczone dla niej miejsce, ruszył w stronę wyjścia. Po kilkusekundowym zastanowieniu stwierdził, że spocony, z rozwichrzoną fryzurą i strojem ćwiczebnym wygląda odpowiednio zachwycająco, aby móc powitać zawitałego w jego progi gościa. Z resztą, zawsze tak wygląda. Rozległo się głośniejsze pukanie, toteż podążył w kierunku tego dźwięku. 
   Gdy otworzył drzwi, ukazała mu się drobna postać o rudych włosach. Ubrana była w skórzaną kurtkę i takie też spodnie oraz szary top. Jej włosy były rozwiane i zmierzwione. Kobieta mogłaby stwierdzić, że wygląda fatalnie. Dla niego jednak mogłaby uchodzić za anioła. 
- Ja... ja... czy mogę wejść? - spytała nieśmiało 
   Łowca otworzył szerzej drzwi, wpuszczając istotę do środka. 
- Jace. Tak mi przykro... – mówiła, wpatrując się w niego. Jej oczy zaszkliły się łzami. - Ja... nie wiem,dlaczego powiedziałam to wszystko. Nie rozumiem, jak mogłam to zrobić. To przecież były same kłamstwa. Tak strasznie cię przepraszam. Nigdy nie chciałam zerwać naszych zaręczyn. Po prostu boję się, Jace. Boję się, że skończy się to jak małżeństwo mojej matki. 
- Nie jestem Valentinem, Clary. - Spojrzał na nią karcącym wzrokiem. Nie był zły, w zasadzie cały czas myślał wyłącznie o niej. Martwił się i pragnął, żeby jak najszybciej wróciła. Ale teraz nie mógł tak po prostu jej tego okazać. Clarissa musi przestać się bać. 
- Wiem, wiem, że nie jesteś. Nigdy nim nie byłeś i nigdy nie będziesz – kontynuowała. - Kocham cię tak strasznie, Jonathanie Herondale. Kocham i przepraszam. Zrobię wszystko, żebyś mi wybaczył i dał jeszcze jedną, ostatnią szansę. 
   Nephilim spojrzał na nią groźnym wzrokiem. Na ten widok jej twarz przybrała przerażony wyraz. Zaraz jednak wziął ją w ramiona, uniósł do góry i zakręcił w powietrzu. 
- Oczywiście, że ci wybaczam, głuptasie. Kocham cię, pani Herondale – powiedział, składając na jej ustach długi, romantyczny pocałunek- Musisz mi opowiedzieć, co robiłaś cały ten czas. Odchodziłem od zmysłów. 
- Opowiem, ale najpierw musisz mnie postawić – odpowiedziała, śmiejąc się.
      Zgodnie z poleceniem blondyn odstawił Clary na ziemię, po czym zaprowadził do salonu, gdzie mogli porozmawiać w spokoju. 
- Połowę tamtego dnia włóczyłam się po mieście bez celu. Musiałam ochłonąć po naszej scysji. Na jego nieszczęście spotkałam Simona, którego na powitanie uderzyłam z liścia. Mam nadzieję, że nie jest na mnie o to zły. Potem  nadal chodziłam bez celu, czasem zatrzymując się i rysując to, co widzę. Zaraz przed tą ulewą zatrzymałam się u znajomych mojej matki, gdzie spędziłam noc. I cały wczorajszy dzień. Miałam ciężką noc, cały czas chciałam tu przyjść i spróbować cię przeprosić. A! Po drodze spotkałam Roberta Lightwooda, który przekazał mi zaproszenia dla naszej dwójki na Bal Inkwizytora. 
- Bal Inkwizytora... - powtórzył za nią Jace - Widziałaś się może z Aleciem?
- Nie. Dlaczego pytasz? – spytała, wpatrując się w niego.
   Opowiedział jej o spotkaniu z parabatai i ich rozmowie. Clary słuchała z uwagą, potakując co chwilę. Gdy skończył, zamyśliła się.
- Masz jakiś pomysł, dlaczego Robert chce zrobić coś takiego? – zapytał, przerywając ciszę.
- Gdy go dzisiaj spotkałam, bardzo się spieszył. W zasadzie jedynie wręczył mi zaproszenia... Ale było w nim coś dziwnego. Patrzył na mnie takim wzrokiem. Nie wiem jak go określić. Błędny? Szalony..?

♥♥♥

- Iz, zrozum! - Alec siedział na łóżku w pokoju siostry. - To nie jest normalne! Nasz ojciec nie jest normalny! Zwariował! Zachowuje się, jakby ktoś zrobił mu pranie mózgu! Kiedyś nie byłby do czegoś takiego zdolny! Czy on postradał zmysły?!  
   Dziewczyna popatrzyła na niego zmartwiona. Bladoróżowe światło zawieszonych wzdłuż ściany okrągłych lampek oświetlało jej twarz.
- Może coś źle usłyszałeś... - Jednak i ona wątpiła w te słowa. Robert Lightwood nie był już tym samym człowiekiem, co rok temu. Dominowała w nim jakaś zła aura, której dziewczyna nie mogła w żaden sposób rozgryźć.
   Alec spojrzał na nią zabójczym wzrokiem. 
- Jestem pewien, że powiedział dokładnie to. Isabelle... A jeśli on naprawdę coś mu zrobi? Ja tego nie przeżyję. Nie wyobrażam sobie życia bez Magnusa... Co mam robić? - zapytał, pocierając ręką o lewą część twarzy. Zbyt kochał czarownika. Dzięki niemu poznał swoją wartość. Dzięki niemu wyszedł z cienia Jace'a. Dzięki niemu stał się tym, kim był naprawdę. Magnus Bane był nie tylko jego kochankiem, ale też życiową podporą.
   Nocna Łowczyni zbliżyła się do brata.
- Posłuchaj... - powiedziała, objąwszy go. - Jestem niemalże pewna, że Magnus żyje. Ojciec równie dobrze mógł kłamać... 
- Nie było go w apartamencie - przerwał jej chłopak.
- To niczego nie udowadnia. A Robert mógł o tym wiedzieć, dlatego czuł się taki pewien w swoich słowach. Nie martw się na zapas. Za niedługo wszytko wróci do normy. Obiecuję. - Ton głosu dziewczyny jednak zbyt zdradzał strach i wątpliwości, które ją ogarnęły. Mimo wszystko chciała być silna. Silna dla siebie i Aleca. - Próbowałeś zadzwonić do matki?  - zapytała. 
   Nephilim uśmiechnął się blado.
- Wiesz, że Jace niedawno pytał się mnie o to samo?  
- Bo to najlepszy z możliwych pomysłów - stwierdziła. - Tylko ona może coś zrobić. Nie chciałabym być na miejscu ojca, kiedy się dowie. - Próbowała poprawić mu humor. Kiedy jednak to nie pomogło, wyciągnęła z szafy dwa wieszaki, a na nich sukienki. - Czerwona czy czarna?
- Czarna. - Jego głos dalej drżał. – Izzy, nie obraź się, ale nie uważam, aby związek twój i Simona miał dalej jakikolwiek sens...  Nie jestem jakimś nadopiekuńczym bratem, ale zrozum... Martwię się. 
   Dziewczyna uśmiechnęła się tajemniczo. 
- A jeśli to nie z Simonem wychodzę? - zapytała. 
- W takim razie z kim? 
   Alexander wydawał się być zaskoczony tymi słowami.
   Isabelle zamrugała kilkakrotnie. Wczoraj dostała wiadomość od Lary, w której ta zapraszała ją do jednego z największych idryskich klubów. Izzy nie mogła przepuścić takiej okazji. Szczególnie, że dawno nie była na żadnej imprezie. Nie mogła też powiedzieć bratu, że wychodzi z kobietą. Prawda... Był gejem i nie miałby nic przeciwko, ale mógłby to źle odebrać. Isabelle Lightwood była stuprocentowym heterykiem. To tylko mały eksperyment.
- Ma na imię Larry - skłamała. - Rude włosy, czarne oczy, ale bez piegów. Ich bym nie zdzierżyła. - Nigdy jej się nie podobały. - Jednym słowem: przystojny. A Simon najwidoczniej nie był mi pisany. On chyba dalej kocha Clary... - westchnęła. - Miałam nadzieję, że nam się uda, jednak nikogo nie można zmuszać do miłości. 
- To fakt - zgodził się z nią Alexander. 
      Ojciec najwyraźniej miał inne zdanie na ten temat. Za niecały tydzień młody Nephilim ma się pojawić na balu, gdzie zostanie mu wybrana żona. Nie może się buntować. Zgodzi się na warunki ojca. Nie będzie próbował odnaleźć Magnusa. Tylko tak może go ochronić. Tylko tak może sprawić, aby czarownik miał jeszcze kiedykolwiek szansę na szczęście. 

♥♥♥

- Magnusie, czy zdajesz sobie sprawę, co oznacza moje imię? - zapytał rozzłoszczony Aada. - Porządek - powiedział, nie czekając na odpowiedź czarownika. - I właśnie to sprawuje w tym mieście, porządek. Jeśli mówię, że wampir zabił Iona Paislay'a, to jest to prawdą. Myślisz, że nie zbadałem tej sprawy? Jeżeli tak, mylisz się. Zebrałem mnóstwo dowodów potwierdzających moją rację. Między innymi słowo jego żony, które jest warte więcej niż to wypowiedziane z ust tego podstępnego Dziecka Nocy! A ty masz na czym oprzeć swoje wnioski, czy są to tylko puste przypuszczenia?
   Magnus  patrzył oniemiały na Nephilim. Niski wzrost Hindusa, nie szedł w parze z jego hardym charakterem. Miał rację. Czarownik nie miał dowodów. Opierał się jedynie na swojej niezawodnej intuicji, a w przeciwieństwie do niego Aadesh jej nie ufał. 
- Magnusie... - Do pomieszczenia weszła żona gospodarza,  Jasmin. Jej długie, czarne włosy związane były w gruby kok, a ciemne, duże oczy wpatrzyły się w niego z czymś w rodzaju litości. - Daj spokój tej sprawie, szkoda twojego zdrowia. Zaufaj mojemu mężowi. On rzadko się myli. Poza tym to wampir, znasz je. Są nieprzewidywalne.
- Nie rozumiecie, że ta sprawa jest strasznie podejrzana? - Nie poddawał się. - Dlaczego Vlad miałby zabijać Paislay'a? Wszystkie wasze dowody są nic nie warte, dopóki ciało nie zostanie odnalezione! 
   Nie wierzył, aby Iwanow mógł coś takiego zrobić. Nie po tym jak widział w jakim stanie jest ten człowiek. Co prawda chciał jak najszybciej wrócić do Aleca, jednak musi doprowadzić tę sprawę do końca. Nie może skazać tego biednego chłopaka na śmierć. 
- Są warte, póki mamy wiarygodnych świadków. - Głos Aady był suchy i zarazem poważny. 
- Świadkowie nie zawsze stanowią rozwiązanie sprawy. Chcę ich przesłuchać. 
   Hindus wlepił w niego groźne spojrzenie. 
- Zgoda, lecz wiedz, że to tylko strata czasu. Sprawa jest przesądzona, a twoja rozmowa z nimi nic nie zmieni - powiedział. 
- Mylisz się, przyjacielu. Sprawa nie będzie przesądzona, dopóki sam jej nie zbadam. - Wstał i udał się w stronę frontowych drzwi. 
   Od zawsze uważał, iż świadkowie nie są wiarygodnym źródłem informacji. Przekupstwa oraz groźby w takich sprawach były na porządku dziennym. Nikomu nie można było ufać. Musiał polegać tylko na sobie. Dokładnie takie działania pozwoliły mu przeżyć kilkaset lat. Gdy tylko mógł polegał na samym sobie, wtedy czuł się najbezpieczniej. Teraz także tak uczyni.

♥♥♥

   Stukot obcasów niósł się echem, zakłócany sporadycznie hukiem przejeżdżających ulicą aut. Długonoga brunetka ubrana była w mocno wydekoltowaną małą czarną. Jej szyję oprócz perfumów Diora zdobił srebrny naszyjnik z zawieszką wykonaną z szafiru. Szpilki, o niemoralnej wręcz wysokości dopasowane były do sukienki, dodawały drapieżności ich właścicielce, jednocześnie pokazując jej niebywałą grację.
- Isabelle Lightwood, wyglądasz nieziemsko. – Lara opierała się plecami o ścianę klubu. Miała na sobie krótką, czerwoną sukienkę i czarną kolię. Gdyby pojawiła się z kimkolwiek innym, skradłaby dla siebie całą uwagę. Na jej (nie)szczęście przybyła z Nocną Łowczynią z rodu Lightwood.
- Jestem potomkiem anioła, nieziemski wygląd to moja natura oraz praca – powiedziała, całując dziewczynę w policzek na powitanie. Podziemna odwzajemniła jej gest. Obie zdążyły się zaprzyjaźnić, mimo krótkiej znajomości. Długi czas spędziły na pisaniu ze sobą, co wyjaśniło też wiele nieporozumień w ich relacji.
   Lara miała bardzo podobną osobowość jak Izzy. Była odważna, pewna siebie, znała swoją wartość, umiała wykorzystać swoje zalety i była niepoprawną flirciarą. Stąd też wzięła się drobna nadinterpretacja ze strony Nephilim. Pomimo, że ich poprzednie spotkanie oficjalnie figurowało, jako „randka” dziewczyna nie traktowała tego w ten sposób. Lara,jak się okazało, była w stałym związku od kilku lat, ale nie miała oporów do zapraszania na spotkanie ludzi, którzy wydali jej się interesujący, bynajmniej nie w celu jakichkolwiek interakcji bliższych niż rozmowa.
   Dziewczęta zostały bez problemu wpuszczone do środka nowojorskiego klubu przez barczystych ochroniarzy, których wygląd nie wskazywał na pochodzenie fearie. Salę wypełniał dym, ostry zapach alkoholu i tłum tańczących Podziemnych. Na podwyższeniu znajdowało się stanowisko DJ-a, który obecnie zajęty był wampirzym uwodzeniem dziewcząt, z którymi toczył rozmowę. Za jedyne oświetlenie służyły reflektory mieniące się najróżniejszymi kolorami oraz bar znajdujący się po lewej. W równych odstępach czasu wszelkie światła gasły na kilka sekund, pozwalając zajaśnieć imprezowiczom pokrytym farbą fluorescencyjną. 
   Lara pociągnęła Isabelle przez tłum tańczących w stronę baru. Pracowali za nim krótko ścięta fearie o włosach w kolorze turkusu i przypominający Dawida czarownik, z tą różnicą, że posąg Michała Anioła nie posiadał różowych gwiazd na obu policzkach. Serce Izzy przyspieszyło na widok chłopaka, jego uroda była zachwycająca. Jednak to nie jego szukała rudowłosa, a siedzącej na skórzanym krześle, opartej o blat Azjatki. Odwróciwszy głowę w stronę przybyszekuśmiechnęła się szeroko i wstała.
   Podziemna puściła dotychczas trzymaną rękę Nocnej Łowczyni i rzuciła się w objęcia swojej znajomej. Isabelle z początku nie zwracała uwagi na ich powitanie, skupiając wzrok na przystojnym brunecie. Jednak po chwili odwróciła wzrok, aby w domniemaniu zostać przedstawioną nowopoznanej. Zamiast widoku wyciągniętej dłoni i powitalnego uśmiechu zobaczyła jednak zgoła inną scenę, jaką był wyjątkowo namiętny pocałunek. Stała przez chwilę oniemiała, po czym rozejrzała się po sali. Nikt nie zwracał uwagi na Podziemne. Parkiet był całkowicie wypełniony, jednak nikt nie spojrzał nawet na jej towarzyszki, podobnie jak przy barze, gdzie niebieskowłosa fearie zajęta była nalewaniem jakiegoś kolorowego drinka, a przystojny barman flirtem z jakimś mężczyzną.
 - Cholera - pomyślała zrezygnowana Izzy.
- Och, Isabelle – powiedziała, odrywając się od dziewczyny Lara. - Pragnę ci przedstawić moją narzeczoną, Haruka Saga.
   Azjatka uśmiechnęła się, podając rękę Łowczyni, odsłaniając tym samym kły świadczące o jej przynależności. Dopiero teraz Nephilim mogła się jej przyjrzeć. Miała na sobie delikatną, wręcz uroczą białą sukienkę obszytą koronką, z rękawami sięgającymi łokcia. Wokół nadgarstka owinięta była bransoleta wykonana ze złota, przypominająca bicz Izzy, ta jednak pełniła wyłącznie funkcję ozdoby. Isabelle oddała uścisk dłoni.
- To zaszczyt poznać córkę Inkwizytora. - Spojrzenie Haruki wydawało się przenikać najgłębsze zakamarki duszy. Było wyrafinowane, ciekawskie a jednocześnie emanowało tym rodzajem mądrości, który posiadają jedynie osoby w podeszłym wieku.
- Parkiet czeka, dziewczęta. - Ton głosu Lary wyrażał ekscytację. W dłoni trzymała dwa kieliszki, z których jeden podała Izzy. - Mamy tu jedną Nephilim tuż po zerwaniu z chłopakiem, którą trzeba rozerwać.
- Nawet o tym nie myśl. Przez ostatnie dwie godziny próbowałam nie skręcić kostki, tańcząc w tych butach. Potem do was dołączę - odparła wampirzyca.
- Skoro tak twierdzisz... Ale nawet nie myśl, że ci odpuszczę! - rzuciła rudowłosa przez ramięciągnąc Izzy w tłum tańczących.
   Znajdowały się mniej więcej po środku sali, jednak głośność muzyki uniemożliwiała jakąkolwiek rozmowę. Obie dziewczyny poruszały się rytmicznie, z gracją prawdziwych Nocnych Łowców, jednak to córka Lightwoodów skradła parkiet dla siebie, tańcząc po kolei z sześcioma różnymi Podziemnymi. Zaraz po wybrzmieniu ostatnich tonów dziesiątej z kolei piosenki Isabelle pociągnęła znajomą w stronę baru. Dziewczyny, śmiejąc się, mijały tłumy tańczących, których liczba zwiększyła się dwukrotnie.
- Haru! - krzyknęła Lara. - Boże, jak ja kocham Nowy Jork.
   Isabelle zdążyła już zauważyć podział ról w ich związku. Haruka była stonowana, dojrzała, poważna i zorganizowana. Lara była energiczna, kochała zabawę i flirt, ludzie ją uwielbiali. Nie mogła wyzbyć się uczucia, że znała już podobną parę... Magnus i Alec! Na tą myśl w pierwszym odruchu uśmiechnęła się, potem zaś jednak posmutniała. Poczucie winy mówiło jej, że powinna była zostać z bratem i pomóc mu znaleźć rozwiązanie. Chociaż patrząc realnie,oboje nie byli w stanie nic zrobić. Robert miał nad nimi podwójną władzę.
   Wampirzyca stała w kilkuosobowej grupie. Lara natychmiast zaczęła przedstawiać Izzy kolejne imiona, które ta jednak natychmiast zapominała. Aż w pewnym momencie Nephilim wskazała na stojącą na uboczu dziewczynę.
- A to jest nasza ulubiona wilczyca...
- Maya! - Czarnowłosa przerwała Podziemnej,wydając okrzyk zaskoczenia - Co ty tu robisz?
   Dziewczyna uśmiechnęła się na widok Isabelle.
- Cieszę się, że cię widzę. Mam ci coś niezwykle ważnego do przekazania - powiedziała wilkołaczka,wskazując oczami, iż sprawa była na tyle poważna, żeby nie omawiać jej przy innych
- Państwo, musicie nam na chwilę wybaczyć. - Słowa Isabelle odciągającej w kąt Maię spotkały się z ciekawskimi spojrzeniami
   Dziewczęta oddaliwszy się nieco od znajomych i masy ludzkiej zalewającej salę, przystanęły.
- A więc? - zapytała Łowczyni unosząc prawą brew do góry
- Uratowałaś mi życie! Zaciągnęła mnie jedna ze znajomych. Przyjście tu dziś, to ostatnia rzeczna jaką mam ochotę - odparła Podziemna z wdzięcznością w głosie.
   Nephilim na te słowa roześmiała się.
- Jesteś moją dłużniczką. Nie mów, że nie lubisz się czasem rozerwać?
- Szczerze? Od śmierci Jordana nie bawią mnie takie przyjęcia. Pijani kolesie liczący na łatwą sztukę? Podziękuję. - Głos Mai wyrażał pustkę. To jak bardzo wypowiedziane słowa pozbawione były emocji,budziło swoistą grozę.
- A co z Batem? Myślałam, że coś jest między wami - powiedziała zaciekawiona Izzy
- Cały czas nie mogłam zapomnieć o Jordanie. Nadal jest mi ciężko. Powoli tracę nadzieję, że ktokolwiek będzie w stanie go zastąpić - powiedziała zasmucona wilczyca
- Koniec tych flirtów! - Lara krzyknęła w ich stronę - Nie ładne nam tak kraść Isabelle. Zapraszamy na parkiet!
- Ja nie... - zaczęła Maia
- Z chęcią. - Nephilim uśmiechnęła się patrząc na oburzoną wilkołaczkę - Jeden taniec i twój dług zniknie
   Dziewczyna pokiwała głową na boki ze zrezygnowania

♥♥♥

   Alexander Lightwood opuszczony przez przyjaciół i rodzinę w desperacji spędził kilka ostatnich godzin bijąc się z myślami. "Mój ojciec psychopata zmusza mnie do małżeństwa i więzi mojego chłopaka". Kiedy jego życie stało się tanią telenowelą?! Powinien zabijać demony, bronić ludzkości przed złem, w ostateczności mógł zostać kolejnym amerykańskim herosem w lateksowym stroju. Sytuacja była beznadziejna i miała tylko jedno rozwiązanie. On, pełnoletni Nocny Łowca musiał... zadzwonić do matki z prośbą o pomoc. Upokarzające? Śmieszne? Zdecydowanie.
- Halo? - W słuchawce odezwał się znajomy głos należący do jego matki
- Mamo. Potrzebuje twojej pomocy - powiedział Alec starając się oddać głosem powagę sytuacji - Słyszałaś o balu organizowanym przez ojca?
- Oczywiście. Robert jednak nie miał tyle przyzwoitości, żeby mnie na niego zaprosić. Dlaczego pytasz? - odparła beznamiętnie Maryse
- Zamierza zmusić mnie do małżeństwa. Ojciec chce abym znalazł sobie żonę na balu. Prawdopodobnie przetrzymuje gdzieś Magnusa. Błagam cię, musisz przemówić mu do rozsądku.
   Chwila ciszy w słuchawce trwała kilkanaście sekund
- Kiedy ma odbyć się bal? - pytanie padło nagle i niespodziewanie
- Za dwa dni. Ale cz... - Alec nie zdążył skończyć pytania.
- Przekaż ojcu żeby spodziewał się mojej obecności jutro. Zrobię co tylko w mojej mocy, żeby wybić mu z głowy to szaleństwo. Na razie spróbuj przekonać go, że jesteś mu posłuszny. - Głos Maryse był stanowczy i zdeterminowany
- Po co? - zapytał skołowany
- Dowiesz się jutro wszystkiego. Do zobaczenia,synu.

5 komentarzy:

  1. Przejrzałam rozdział i widzę, że wkradło się kilka niepoprawionych czerwonych i zielonych wstawek. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecinki dla mnie nie istnieją xD poprawianie na szybko (dzień otwarty w szkole)

      Usuń
  2. I tragedii ciąg dalszy w życiu Magnusa i Aleca :(
    Robert nieźle to sobie wszystko zorganizował, że akurat wysłał Czarownika do Indii, kiedy dał własnemu synowi do zrozumienia, że Magnus może być w niebezpieczeństwie. W zasadzie dobrze myśli Isabelle, ale wiadomo, że jak się jest zakochanym, a wieści o ukochanym brak... ach, robi się naprawdę nieprzyjemnie. Jednak dobrze, że Alec postanowił zadzwonić do matki - dobra decyzja i ciekawe co tam się dalej wydarzy :)
    A ta sytuacji w Indiach to bardzo pogmatwana sprawa, ale zgadzam się z moim kochanym Czarownikiem, świadkowie nie są obiektywni - za pieniądze mogą skłamać! A wiadomo jak niektórzy Nocni Łowcy traktują Podziemnych.

    Pozdrawiam serdecznie :*
    http://written-heart.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błędy:
      „- Witaj, ado - odpowiedział czarownik.” – z dużej: Ado
      „- Chce z nim pomówić.” – Chcę
      „Obie z Gracią zazdrościły jej.” – Obie z Grace, nie odmienia się tego imienia
      „- Otwarte - powiedziała Valencia „ – brak kropki
      „ A i przepraszam cię za Gracię” – Grace
      „…powiedział idący przed nim z latarką w ręce, piętnastoletni Rishi.” - … bez przecinka
      „…powiedział chłodno Inkwizytor – Poza tym, najlepiej sam się przekonaj. – kropka po słowie „Inkwizytor”
      „Z resztą, zawsze tak wygląda.” – Zresztą
      „Zbyt kochał czarownika.” Nie składne jest to zdanie – usunąć lub zamienić, może: „Tak bardzo kochał czarownika.”
      „Wszystkie wasze dowody są nic nie warte…” – niewarte
      „.., a przystojny barman flirtem z jakimś mężczyzną.” – flirtował
      „…zapytała Łowczyni unosząc prawą brew do góry” – przecinek po słowie „Łowczyni i kropka na końcu.
      „…powiedziała zaciekawiona Izzy” – kropka na końcu.
      „Lara krzyknęła w ich stronę - Nie ładne nam…” – kropka po słowie „stronę”
      „- Ja nie... - zaczęła Maia” – kropka na końcu.
      „Nephilim uśmiechnęła się patrząc na oburzoną wilkołaczkę - Jeden taniec i twój dług zniknie” – przecinek po słowie „się”, kropka na końcu i po słowie „wilkołaczkę”.
      „ Dziewczyna pokiwała głową na boki ze zrezygnowania” – kropka na końcu.
      „W słuchawce odezwał się znajomy głos należący do jego matki” – przecinek po słowie „głos, kropka na końcu.
      „- Mamo. Potrzebuje twojej pomocy - powiedział Alec starając się oddać głosem powagę sytuacji - Słyszałaś o balu organizowanym przez ojca?” - „ – Mamo, potrzebuję twojej pomocy – powiedział Alec, starając się mówić poważnym głosem. – Słyszałaś o balu zorganizowanym przez ojca?”
      „- odparła beznamiętnie Maryse” – kropka na końcu.
      „Ojciec chce abym znalazł” – przecinek po słowie „chce”
      „Chwila ciszy w słuchawce trwała kilkanaście sekund” – kropka na końcu.
      „- Kiedy ma odbyć się bal?” – „Kiedy ma się odbyć bal?”
      „- pytanie padło nagle i niespodziewanie” – kropka na końcu.
      „- Przekaż ojcu żeby spodziewał się mojej obecności jutro.” – przecinek po słowie „ojcu”
      - Głos Maryse był stanowczy i zdeterminowany - kropka na końcu.
      - Po co? - zapytał skołowany - kropka na końcu.

      Usuń
  3. Jestem i odpowiadam :D Mogę zdradzić, że na połowiczne wyjaśnienie wątku z Indii nie będzie trzeba długo czekać, bo w następnym rozdziale cześć tajemnicy zostanie odkryta. Błędów się trochę nazbierało, ale beta ma problemy z komputerem i starała się to ogarnąć najlepiej jak tylko mogła. Oczywiście jak za każdym razem dziękuję za komentarz <3 To naprawdę motywuje

    OdpowiedzUsuń


Skomentuj - to nic nie kosztuje, a może nas bardzo zmotywować do działania.

Lydia Land of Grafic, arts by taratjah