środa, 13 kwietnia 2016

Malec - Szklany Pantofelek: Rozdział 1

Coco Deer:
I oto nadszedł ten dzień! W zasadzie jest piątek, ja piszę notkę, a post będzie dodany dopiero jutro (kiedy notabene będziemy w pociągu w drodze do kina na "Batman vs. Superman"), ale powiem wam, że czekałam na ten dzień odkąd postanowiłyśmy stworzyć nową, ulepszoną wersje 2.0. "Szklany Pantofelek" będzie publikowany, co tydzień. Rozdziałów planujemy piętnaście + trzy specjalne (parodie, przy których mam nadzieję, uśmiejecie się do łez). Jeśli chodzi o pisanie aktualnie znajdujemy się gdzieś w połowie :) Nie pozostaje mi nic innego, niż poprosić Was o jak najszczersze komentarze. Jest to pewna forma motywacji, niezależnie od tego, czy są pozytywne czy negatywne. Nie ukrywam, że ciekawi mnie także bardzo wasza opinia. Tak więc już bez zbędnych wstępów: Miłego Czytania!

Lelo:
Szklany Pantofelek narodził się mniej więcej rok temu, gdy wraz z Coco i naszym Magnusem pojechałyśmy do kina na "Kopciuszka". Z tej okazji jego nową wersję publikujemy właśnie w drodze na seans. Jest to przygoda, która została wskrzeszona by stać się czymś innym oraz czymś lepszym niż była. Nie tylko pod względem treściowym. Pierwotna wersja przechodziła przez moje palce tylko jako krytyka, a możliwość współtworzenia tego fanfiction to jedna z najlepszych rzeczy, jakie robiłam w swoim życiu (Pomimo, że Coco, średnio 4 razy w miesiącu próbowała porzucić ten pomysł, poćwiartować mnie za nietrzymanie terminów lub zabić samą siebie za całokształt).
Wszystkim, którzy przeczytają "Szklanego Pantofelka" pragnę przekazać:
Aku Cinta Kamu




  Październikowe słońce chowało się za wzgórzami otaczającymi Alicante. Pożółkłe liście wirowały do rytmu wygrywanego przez jesienny, aczkolwiek wyjątkowo ciepły jak na tę porę roku wiatr, aby następnie z typową dla siebie gracją opaść na marmurowej powierzchni fontanny, w której wnętrzu już od dawna nie widziano wody. Wyrzeźbiony na jej podstawie anioł z mieczem w ręku pusto wpatrywał się w przestrzeń dookoła siebie, jakby jako jedyny pamiętając smutne wydarzenia sprzed kilku miesięcy. Dziewczyna z trudem stąpała po nasączonej niegdyś krwią ziemi. Serce biło jej jak oszalałe. Wspomnienia powracały. Stary, spróchniały dąb wskazywał miejsce, gdzie rozegrała się tragedia. To właśnie tam los jej ojca  został przypieczętowany. Była tutaj pierwszy raz od jego śmierci, a jedyną towarzyszką, na jaką mogła liczyć, była nicość. Została sama, walcząc przeciw światu… Walcząc z samą sobą i czynami, za które po śmierci będzie godziwie ukarana. Drżącymi rękoma wyciągnęła z plecaka medalion na złotym łańcuszku, który dwanaście lat temu podarował jej ojciec i położyła w miejscu ostatniego tchnienia mężczyzny. Dzieciństwo wydało jej się teraz szczęśliwym czasem. Nie wiedziała, że istnieje coś takiego jak śmierć czy zło. Była szczęśliwa. Spojrzawszy po raz ostatni na zwieńczony klęską krajobraz, odwróciła się na pięcie i odeszła w kierunku miasta.
   Zapadł zmierzch, a dziewczyna dalej wędrowała przez wąskie uliczki Alicante. Nie chciała wracać do domu. Nie teraz, kiedy okazała słabość i udała się w tamto miejsce. Mówią, że czas leczy rany, lecz tej nie pomogłoby nawet najdoskonalsze iratze. Skręciła w stronę parku. Srebrny niczym stal księżyc ze swoimi towarzyszkami gwiazdami oświetlał pogrążony w ciemności Idrys, a w oddali słychać było głośne pohukiwanie sowy. Jednak nie to przykuło jej uwagę. Tuż za swoimi plecami usłyszała niewyraźny szelest liści. Tylko doskonałe ucho Nocnego Łowcy mogło wyłapać coś tak cichego. Odwróciła się. Stał pod jednym z drzew, a dzieliła ich odległość zaledwie kilku metrów. Jego twarz skrywał cień.
- Kim jesteś? – zapytała.
   Nie bała się. Była Nephilim – stawiała czoło demonom. Tacy jak on nie byli jej straszni.
   Nieznajomy zrobił krok do przodu, tak że padające z nieba, blade światło księżyca mogło oświetlić jego muskularną sylwetkę. Czarnobrunatne, sięgające ramion włosy chłopaka powiewały na wietrze, tajemnicze oczy natomiast wpatrywały się w nią z zaciekawieniem.
- Mów mi Daniel – odpowiedział, a prawy kącik jego ust uniósł się minimalnie, aby w ciągu sekundy opaść, powracając do wcześniejszej opanowanej mimiki.
- Czego ode mnie chcesz? – zadała kolejne pytanie. Mimo iż nie czuła bezpośredniego zagrożenia, jej ciało było gotowe do walki w każdej chwili.
- Kultura wymaga, abyś ty także mi się przedstawiła – upomniał ją. – Spróbujmy jeszcze raz. Jestem Daniel, a ty?
   Dziewczyna spojrzała na niego podejrzliwie. Czego od niej chciał? Nie mogła podać swojego prawdziwego nazwiska. Była na to zbyt ostrożna. Chłopak wzbudzał w niej dziwne emocje. Z jednej strony intrygował, a z drugiej przerażał. Sama nie wiedziała, co jest gorsze.
- Sonja.
- Miło mi cię poznać, Sonju. – Uśmiechnął się szeroko. – Co cię sprowadza tu o tej porze? Taka piękna dama, sama? 
- Nie sądzę, aby to była twoja sprawa. – Jej ton był nieco ostrzejszy niż wcześniej. – Dlaczego mnie śledziłeś? 
   Grdyka Daniela poruszyła się nieznacznie, a on sam stał nieruchomo, milcząc i wciąż nie spuszczając z niej wzorku.
- Za tydzień w rezydencji Inkwizytora odbywa się bal – rzekł po chwili namysłu. – Chciałbym, żebyś przyszła. - Uśmiechnął się promiennie.
   Zmarszczyła czoło. O co mu chodziło?
- Nie mam czasu – odparła. – A teraz wybacz, muszę iść. – Powiedziawszy to, odwróciła się i udała w stronę domu.
- W sobotę o dziewiętnastej, nie spóźnij się! – usłyszała za plecami jego donośny, ale spokojny głos. 

 ♥♥♥

   Tym czasem gdzieś w jednym z mieszkań, znajdujących się w Nowym Jorku, panował kompletny chaos. Nie był to jednak bałagan spowodowany lenistwem lub niechlujstwem. Nieporządek powstał w ciągu trzech ostatnich godzin intensywnych poszukiwań. Dotyczyły one pewnej dziewczyny, czy raczej informacji o tejże osobie. Niecodziennie w końcu dostaje się listy zza grobu. 
   Wiadomość pochodziła od starej przyjaciółki Wysokiego Czarownika Brooklynu, zmarłej przed trzynastu laty. Trzynaście lat? Nawet Poczta Polska nie bije takich rekordów w prędkości dochodzenia listów. Jednakże docelowa data dostarczenia przesyłki wyznaczona została właśnie na ten dzień.
   Jej treść sprowadzała się do prośby o pomoc córce denatki. W dodatku nietypową pomoc. Matka przed śmiercią chciała sprawić dziecku ostatni prezent, mianując patronem dnia jej wejścia w pełnoletniość Króla Imprez Zachodniej Półkuli. Magnus Bane miał sprawić, że będzie to dzień, którego dziewczyna nigdy nie zapomni. Jednakże jak mógłby to zrobić, nie mając o niej pojęcia? 
   Od trzech godzin przeszukiwał cały Internet i sprowadzał magicznie wszystkie dokumenty w których pojawiała się choćby wzmianka o jego protegowanej. Był to winny jej matce, niegdyś bowiem łączyła ich bardzo silna przyjaźń.
- Ach, Sonja... - westchnął na jej wspomnienie. Pamiętał, że farbowała włosy na jasny niebieski, zawsze dużo się śmiała i gotowa była okazać wsparcie, kiedy tylko zauważyła najmniejszą oznakę smutku. Była piękną amerykańską wilkołaczką, która wyszła za Nephilim. To było prawdziwe love story. Zakazany romans, wieczna miłość i szczęśliwe życie, ale skończyło się przedwcześnie. Choroba wykończyła ją w ciągu zaledwie trzech tygodni. Jeszcze trzy godziny temu nie wiedział wiele ponad to. Pamiętał też, że mieli jedno dziecko, a imię męża przyjaciółki zaczynało się na H... A może na F?
   Gdy stos papierów znajdujących się na podłodze wyrównał się do poziomu stołu, postanowił zrobić przerwę. Usiadł więc na skórzanym fotelu i rozglądnął się po pokoju. Za jednym pstryknięciem palców wszechogarniający chaos zaczął znikać na rzecz uporządkowanego, twórczego nieporządku. Czarownik machnął jeszcze ręką, przywołując do siebie kieliszek z winem. Upijając łyk, zwrócił swój wzrok na obraz wiszący na ścianie. 
   Było to wspólne zdjęcie jego oraz jego byłego chłopaka, Alexandra Lightwooda. Zakochani bez pamięci, całujący się pod wieżą Eiffla. Ile by dał, żeby cofnąć się w czasie do tamtych chwil? 
   Coś, co miało trwać wiecznie, rozsypało się w kilka tygodni. Trzy miesiące temu, po pokonaniu Valentine'a Morgensterna, wydawało się, że już nic nie stanie im na przeszkodzie. A jednak... Owym kamieniem milowym okazał się Robert Lightwood we własnej osobie. Stopniowo ograniczał wolność synowi, dając mu wyraźnie do zrozumienia, że ma rozstać się z czarownikiem. Chłopak okazywał bunt, jak długo tylko mógł, lecz ojciec po prostu nałożył na niego areszt domowy, pozbawiając  jakiegokolwiek kontaktu z Podziemnym, co teoretycznie oznaczało zerwanie. Od tamtego momentu minęło równo 15 dni, 7 godzin i 36 minut.
   Może to podchodziło pod obsesję lub paranoję, lecz Magnus nie czuł się zawstydzony tym odliczaniem. Był niemożliwie stęskniony. Stracił miłość swojego życia i nie potrafił w żaden sposób uporządkować sobie życia bez niej.
   Właśnie dlatego czuł ulgę, odnajdując sobie zajęcie w postaci opieki nad młodą Nephilim. Oderwało go to od ponurych rozmyślań przy kieliszku. Mała, czy raczej już prawie dorosła kobieta, miała niemało problemów. Nie zdawała sobie jednak jeszcze sprawy z tego, że jest najszczęśliwszą osobą na świecie. W końcu jej wróżką chrzestną był nie kto inny, a Wysoki Czarownik Brooklynu - Magnus Bane.

♥♥♥

Srebrna tafla jaśniała na niebie. Obumarły już ogród, który wiosną wypuszczał najpiękniejsze z kwiatów, teraz pozostawał bez życia. Ziemia dookoła pozostawała jakby naga. Świat zapadał w zimowy sen. Dom należący do Lightwoodów był najokazalszym w całym Alicante. Z zewnątrz ubogi, a jego jedyną ozdobą było kilka kolumnad, odzabiających wielkie, drewniane drzwi. Jednak wnętrze niczym apllińska sztuka odznaczało się wyjątkowa perfekcją i idealnie wyważonym pięknem. Wykonane ze złota żyrandole, ekskluzywne meble oraz wytworne dywany były chlubą mieszkańców willi. 
Alec Lightwood zszedł po schodach na parter domy w celu... właściwie bez celu. Nic konkretnego nie przychodziło mu do głowy, a nuda stawała się nie do wytrzymania, więc postanowił poszukać jakiegokolwiek zajęcia. Jego życzenie spełniło się w tej samej sekundzie. 
Alexander! - usłyszał za plecami młody Nephilim.
   Głos należał do jego ojca i dobiegał z sąsiedniego pokoju. Udał się więc w tamtym kierunku, choć z pewną obawą. Robert Lightwood od pewnego czasu zmienił się nie do poznania, dlatego nie było pewne, co może oznaczać to niespodziewane wezwanie. Wchodząc do pokoju, zastał go zerkającego przez okno. Wyglądał poważnie i dostojnie. Był w końcu Inkwizytorem, szanowanym Nocnym Łowcą, który odkupił błędy młodości. Odwrócił się na dźwięk kroków i uśmiechnął do wchodzącego.
- Witaj, synu. - Nie czekając na odpowiedź, podszedł i objął Aleca. Rzadko okazywany gest czułości nie wróżył niczego dobrego.
- Witaj, ojcze - odparł Alec. Starał się nie okazywać niepokoju, który stopniowo go ogarniał. Cała ta sytuacja była pInieobliczalny zalny , Ojciec przez wiele tygodni pozostawał zbyt zajęty swoją funkcją lub nowymi znajomymi, w tym także  nową kobietą, żeby zauważać swoje dzieci.
- Usiądź proszę, synu. Mam dla ciebie wspaniałe wieści - powiedział, wskazując ręką w stronę jednej z dwóch kanap. - Zamierzam wydać bal na cześć twoją i twojej siostry. Chociaż głównie uwaga skupiać będzie się na tobie. Zasłużyłeś sobie na to. Jesteś doskonałym Nocnym Łowcą, bohaterem, który uratował świat Przyziemnych. Masz ogromne talenty, a na dodatek jesteś przystojny, młody i inteligentny. Nie twierdzę, że twoja siostra w czymś ci ustępuje, jednak ona odnalazła już swoją ścieżkę w życiu. Pragnę, abyś ty także odnalazł swoją. W końcu jesteś idealnym kandydatem na męża.
- Zaraz, jak to na męża? - zapytał zdziwiony.
- Jesteś wzorem wszelkich cnót. I dlatego chcę, żebyś znalazł kobietę, która tylko pomoże ci rozkwitać, która sprawi, że będziesz jeszcze lepszy, która urodzi ci doskonałego następcę... - kontynuował swój monolog Inkwizytor.
- Jaką kobietę? Jakiego dziedzica?! Oszalałeś?! - wykrzyczał brunet, wstając. Ojciec bredzi. Jest pijany.
- Nie tym tonem, młody człowieku. Na balu znajdziesz sobie żonę. Zapomnisz o swoim Podziemnym kochasiu. Będziecie żyli długo i szczęśliwie, wraz z waszymi dziećmi - powiedział Robert przesłodzonym tonem, który dodawał jadu do jego wypowiedzi. Był niczym żmija wijąca się wokół pnia.
- Nigdy się na to nie zgodzę - odpowiedział niebieskooki, wpatrując się w ojca. - Nie zmusisz mnie do tego.
   Starszy Lightwood tylko roześmiał się paskudnym ironicznym rechotem, po czym wstał i popatrzył prosto w oczy swego dziecka.
- Nie myśl, że pozwolę ci się stawiać. Nie myśl, że twój wiek coś zmieni. A już na pewno nie wyobrażaj sobie życia z tym chorym podziemnym alkoholikiem. Jesteś zależny od mojej woli, a w mojej woli leży twoje małżeństwo. Jeden sprzeciw więcej, najmniejsze wykroczenie poza granicę moich poleceń, a coś stanie się twoim przyjaciołom. Jeśli spróbujesz uciec i spotkać się z Banem, to kara spotka jego, jeśli zaś spotkanie dojdzie do skutku, będzie waszym ostatnim. Nie pozwolę. żeby Nephilim czystej krwi z jednego z najlepszych rodów bawił się w sodomitę z jakimś brudnym czarownikiem.
   Alexander usiadł. Nie był w stanie się ruszyć ani nic powiedzieć. Jego ojciec stracił rozum. A on nie mógł z tym absolutnie nic zrobić.
- Miłego popołudnia, synu - dodał Inkwizytor,  wychodząc.

♥♥♥

    Rozzłoszczony do granic możliwości, Alec wyszedł na zewnątrz. Jak jego ojciec miał czelność zrobić coś takiego?! Nie ma prawa. Jeżeli jednak nie potraktuje poważnie gróźb Roberta, zagrożone będzie życie Magnusa. Do tego nie mógł dopuścić. Usiadł na jednej z ogrodowych ławek, znajdującej się w najcichszym zakątku tego miejsca. Musiał być jakiś sposób... 
- Cholera! - Zanurzył głowę w dłoniach. Czuł się jak jeden z tych bohaterów tragedii antycznych, stojących przed konfliktem tragicznym. Dlaczego jego życie musiało być tak pełne paradoksów?
Nagle jesienny krajobraz przeciął jasny błysk. Nephilim zerwał się do pozycji stojącej. Nie miał przy sobie żadnej broni. W oddali pojawiła się postać, której sylwetka z każdą mijającą sekundą stawała się coraz większa i wyraźniejsza. Chłopak zamrugał kilkakrotnie w geście konsternacji.
- Magnusie, co ty tu robisz? - wykrzyczał oszołomiony Alec. Nie widział go, odkąd rozstali się parę tygodni temu. Co jeśli ojciec ich zobaczy? - Nie powinno cię tu być – powiedział stanowczo.
- Nie mogłem wytrzymać. Każdego dnia nie ma chwili, żebym nie myślał o tobie. Codziennie budząc się w pustym łóżku, czuję, że moje serce rozdziera się na nowo. Puste mieszkanie, puste miejsca, moje życie bez ciebie jest puste. Każda cząstka mojego ciała umiera z tęsknoty za tobą. Jesteś szczęściem mego życia i jego jedynym sensem –  wypowiedział z rozpaczą w głosie czarownik, wtulając się w zaskoczonego Nephilim
- Magnusie… - wyszeptał wzruszony.
 Objął czarownika,, wdychając zapach jego perfum. W brzuchu poczuł mocny ucisk. Boże, jak on tęsknił za tą Brokatową Wróżką. Magnus pocałował go z pasją, oddając w nim całą swoją tęsknotę. Wtedy też Alec poczuł coś, czego z początku nie zauważył.
- Jesteś kompletnie pijany - rzucił najbardziej karcącym tonem, jaki posiadali Lightwoodowie, odsuwając się od czarownika.
- Pijany nie. Wstawiony owszem – odrzekł Podziemny z pełną powagą.
- Nie wiem ile Gucciego musiałeś wylać na siebie, ale nadal czuć od ciebie gorzelnię. - Magnus, istota sama w sobie potencjalnie problematyczna. Pijany Magnus z kolei oznaczał chodzącą tragedię. Nie tego teraz potrzebował Nephilim.
- Brawo dla ciebie, że rozpoznałeś markę - powiedział, po czym musnął delikatnie usta Aleca. Ten miał przez chwilę ochotę zapomnieć się w tej euforii ze spotkania, zapomnieć się w dłoniach przesuwających się po jego plecach, w tych znajomych, idealnych wargach i na chwilę sam poczuć się jak znieczulony alkoholem Magnus, ślepy na konsekwencje. Ale tylko przez jedną minutę. Zaraz potem odtrącił stanowczo ukochanego.
- Musisz natychmiast wrócić do siebie! Jeśli mój ojciec cię tu znajdzie..! - Czarownik popatrzył na niego wzrokiem zbitego psa.
- Dobrze, wrócę do siebie. O ile ty pójdziesz tam ze mną – odparł, Magnus krzyżując ręce.
- Wiesz, że nie mogę – rzucił, odwracając się plecami Nephilim. - I wiesz, że chciałbym. Chodź ze mną – dodał, patrząc przez ramię.
   Magnus z ciekawością uniósł brwi, a następnie ruszył za chłopakiem.

♥♥♥

 - Kto tam? - usłyszał zza drzwi. Głos Izz był smutniejszy niż zwykle. To nie wróżyło nic dobrego. Dziewczyna przed chwilą wróciła z randki z Simonem
- To ja, Alec, mogę wejść?
 - Jasne.
   Otworzył drzwi. Ściany w pokoju Isabelle były w kolorze ciemnego fioletu. Mahoniowe łóżko stało na samym środku, a na ziemi porozrzucane były ciuchy i bielizna.
 - Po co pukasz?
 - Zacząłem to robić, odkąd kiedyś wszedłem do swojej sypialni i zobaczyłam Simona oraz ciebie...
 - Nie musisz kończyć. I nie wspominaj więcej o nim. - Jej twarz wyrażała chłodną, wyrafinowaną powagę, jaką zwykli przybierać Lightwoodowie w chwilach prawdziwej furii.
 - Izz, co się stało? - wydusił z siebie. Alec znalazł się w potrzasku. Wściekła Isabelle i pijany Magnus, chyba nie mogło być gorzej..
- Mam dość. Po prostu dość. Dość jego ciągłych wątpliwości, fochów, zazdrości, jego życiowego nie ogarnięcia! Doprowadza mnie do szału!
- Ale co się konkretnie stało tym razem?
- Byliśmy w jednej z kawiarni dzisiaj, gdzie kelnerka próbowała ze mną flirtować. Rozumiesz to? On zrobił mi awanturę o kobietę! O KOBIETĘ! Nigdy nie byłam zainteresowana, ale po tej całej scenie w wściekłości wzięłam jej numer telefonu.
- Och, co zamierzasz z nim zrobić? – zapytał Alec w konfuzji.
- Nie mam pojęcia. Normalnie oddałabym go Jace’owi, ale teraz, gdy nie mam takiej opcji, naprawdę kusi mnie, żeby z niego skorzystać. Chociażby po to, żeby wkurzyć Simona. To czym zasłużyłam na twą wizytę, kochany braciszku?
- Potrzebuje twojej pomocy - odpowiedział spokojnie chłopak.
- W sprawie...?
- Magnus Bane. Za drzwiami. Pijany.
   Isabelle w odpowiedzi tylko usiadła i wybuchła śmiechem. Alec, który z początku nie wiedział, jak zareagować, po chwili dołączył do niej. Był potężnym łowcą demonów, który kilka lat temu pomógł ocalić cały świat Przyziemnych, a teraz zachowywał się jak niesforny przedszkolak próbujący ukryć przed rodzicami swoje przewinienia.
- Możesz na mnie liczyć. Ale pamiętaj, że będziesz mi winien przysługę – odparła, ocierając łzy rozbawienia z kącika lewego oka.
- Kocham cię! – uśmiechnął się do wychodzącej z pokoju siostry.
- Wiem  – odparła, zamykając drzwi.
- Do reszty zgłupiałeś?! - wykrzyczała Isabelle po raz kolejny.
   Magnus siedział na rokokowej kanapie w swoim brooklyńskim apartamencie.
- Wiesz, jakie problemy mógł mieć przez ciebie Alec?!
- Nie rozumiem, o czym mówisz, nie zrobiłem nic złego. Mam prawo odwiedzać go, kiedy zechcę, Alexander jest pełnoletni i wasz ojciec nie może zabronić mu niczego. Nawet, jako Inkwizytor nie ma prawa ingerować w jego relacje. Ma prawo ich nie popierać, ale nie może niczego zakazywać – odparł z pełną powagą Podziemny.
- Nie wiesz wszystkiego. To nie jest takie proste. Ojciec zmienił się nie do poznania. Nigdy nie był wam przychylny, to prawda, ale nigdy nie zmuszałby Aleca do zerwania z tobą. Ostatnio stał się nieobliczalny. Bywa agresywny. Otacza się podejrzanymi osobami. Nie mówię tego ze względu na matkę, ale jego nowa kobieta jest okropna. Traktuje nas nawet nie jak rywali o uwagę ojca, tylko jak przedmioty do wyeliminowania. Nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje. Z początku myśleliśmy, że to stres związany z posadą, ale to coraz bardziej się nasila. Oboje nie wiemy, co robić, staramy się trzymać na uboczu - powiedziała Izabelle, krzyżując ręce i przysiadając się do czarownika
   Magnus siedział w milczeniu, wpatrując się w dziewczynę, po czym wstał i podszedł do komody. Przeszukał ją dokładnie i wrócił na miejsce z butelką whisky i dwoma szklankami. Nalał do każdej na ćwierć wysokości i podał dziewczynie.
- Wiesz, że to w niczym nie pomoże? – zapytała, przejmując naczynie z rąk Podziemnego
- Oczywiście, że problemów nie rozwiąże, ale przynamniej łatwiej będzie nam o nich rozmawiać - odrzekł, upijając łyk. - Opowiedz mi o swoich problemach, Isabelle Lightwood, moje dawno mi się znudziły.
- Wszystko, co do tej pory wydawało mi się niezachwiane i pewne, nagle się wali. Mój ojciec zmienił się nie do poznania. Mój brat, który w końcu zaczął sobie układać życie, znów się wypala, strasznie za tobą tęskni. Mój chłopak, ostatnia pozostała mi osoba, która powinna być zawsze przy mnie i mnie wspierać, jest o mnie śmiertelnie zazdrosna i wykorzystuje każdą okazję, żeby się ze mną pokłócić. Raz jest czuły i kochający, a zaraz potem robi mi sceny o to, że rozmawiam z kimkolwiek poza nim, że uśmiecham się do ludzi, że nie poświęcam się mu w całości. To jest tak chore, że czasami wydaje mi się, iż jestem winna, faktycznie flirtuje z tymi wszystkimi facetami, a nawet kobietami. Byłam w nim tak szaleńczo zakochana, nie potrafię powiedzieć, jak bardzo kochałam Simona. A teraz on mnie niszczy. Straciłam nadzieję, że można naprawić naszą relację. Zwłaszcza po ostatniej podwójnej randce z Jacem i Clary, oni byli tacy szczęśliwi, w pełni zachwyceni sobą. Ja czułam jedynie zazdrość, że mój związek z Simonem od dawna tak nie wygląda. On z kolei cały czas wpatrywał się w Jace’a. Nie spojrzał na mnie ani na moment. Nie mam pojęcia, co zaszło między nimi i o czym myślał mój jeszcze chłopak, ale wyglądał na wściekłego, jakby był zazdrosny o Clarissę. – wyznała, popijając, co chwilę, dziewczyna, potem spojrzała na zegar wiszący na ścianie pokoju. - O mój Boże! Jest tak późno?! Dziękuję, że mnie wysłuchałeś, Magnusie. Dobrze było to w końcu z siebie wyrzucić. - Dopiła resztę z czwartej z kolei szklanki i ucałowała Podziemnego w policzek na pożegnanie.
 - Cała przyjemność po mojej stronie, szwagierko - uśmiechnął się, odprowadzając wzrokiem pędzącą Nephilim.

♥♥♥

   Gdy otworzyła drzwi wejściowe, stary, mahoniowy zegar wybił dwudziestą drugą.
- Cholera.. – wyszeptała ze złością, zdejmując jednocześnie upaprane błotem buty.
Andora będzie zła. Nie… Ona będzie wściekła. Na samą myśl o czekającej jej rozmowie z macochą dziewczynę przeszły ciarki. Nienawidziła tej kobiety, zresztą z wzajemnością. Jednak musiała tu zostać. Obiecała… Poza tym, gdy tylko skończy szkolenie, przejmie po ojcu barceloński Instytut, a wtedy uwolni się spod klosza rzucanego na nią niczym klatka przez całą rodzinę Alvarez – włącznie ze swoimi dwoma przybranymi siostrami
- Gdzie byłaś? – usłyszała pełny pogardy głos, a zza rogu wyłoniła się otyła, czarnowłosa kobieta w średnim wieku. Jej piwne oczy łypały na dziewczynę złowrogo spod narysowanych czarną kredką, łukowatych brwi.
- Na spacerze – odpowiedziała beznamiętnie i jakby ignorując osobę macochy, przeszła obok niej obojętnie.
- Patrz na mnie, jak do ciebie mówię! – wykrzyczała Andora. – Miałaś wysprzątać dom i ogród!
- Nie jestem twoją służącą, więc równie dobrze mogłaś zagonić swoje ukochane córeczki do pracy. Ponadto jestem prawie pełnoletnia i mogę robić, co tylko zechcę.
- Twój ojciec zostawił cię pod moją opieką i to ja będę o tym decydować! A sprzątanie to twój obowiązek, jakoś musisz zarabiać na swoje utrzymanie! Nie będę cię tu trzymać na darmo! – Kobieta była coraz bardziej rozwścieczona.
- To jest mój dom. A to są moje pieniądze. To, że kładziesz na nich swoje brudne łapska, to wyłącznie wina mojego ojca, który był zbyt załamany, żeby zobaczyć z jakim monstrum ma się ożenić! – Miała dość. Jeszcze tylko jeden rok niewoli, potem ostatecznie zakończy okres tyranii w swoim życiu.
Rozległ się krótki trzask, a na policzku dziewczyny odbił się czerwony ślad dłoni.
- Ale póki co, to ja nimi rozporządzam. Ty nie masz nic do gadania. Tym razem byłam dla ciebie łagodna, bękarcie, ale następnym razem będziesz przeklinać truchło twojej brudnej matki za to, że cię urodziło – rzekła z odrazą. – Jutro wszystko ma się błyszczeć. – Macocha odwróciła się na pięcie i udała w stronę swojej sypialni.
 - Nito Ybarro – szepnęła sama do siebie, rozmasowując twarz. – Musisz bardziej uważać. Może i jesteś Nocnym Łowcą i walczysz z demonami, ale teraz sam szatan zaprasza cię na partyjkę szachów.

♥♥♥

Jonathan Herondale spóźniał się notorycznie. Dlatego też Alec po dziesięciu minutach nudy postanowił pospacerować nieopodal Placu Anioła.  Czy jego przyjaciel naprawdę nie rozumiał powagi sytuacji? Niestety mimo swej irytacji, nie mógł go winić. Niebawem ślub, a wszystkich formalności przybywa. Pewnie coś się przeciągnęło. Trzy dni temu byli razem u krawca, który ma uszyć mu garnitur. Długo zajęło tłumaczenie mu, że pas na broń to nie najlepszy pomysł, jeśli chodzi o własne wesele.
- Alec! - Chłopak odwrócił się i zobaczył biegnącego ku niemu Jace'a. - Przepraszam. Wybieraliśmy obrączki i nie mogliśmy się zdecydować, co do fasonu. Clary ma kiepski gust, jeśli chodzi o takie rzeczy. Wybrała takie przyozdobione kwiatami. Oczywiście protestowałem. No i obecnie w ogóle nie wiem, czy potrzebne będą jakiekolwiek obrączki. Kłóciliśmy się o wszystko. Zakwestionowała całą naszą relację. Potem obraziła się i wyszła. Musiałem ochłonąć, więc jestem dopiero teraz. To o czym chciałeś rozmawiać? 
- Nie powinieneś pójść za nią albo spróbować przeprosić? - powiedział skołowany brunet 
- W jej stanie mogłaby mi tylko skopać tyłek. Wolę poczekać - odparł Jace, kopiąc kamień leżący na brukowanej ścieżce. - A więc? 
Alexander spuścił wzrok i wziął głęboki wdech. Wypuszczając powietrze, skierował wzrok na złote oczy przyjaciela.
- Biorę ślub - powiedział ze śmiertelną powagą Nephilim.
Na te słowa jego parabatai roześmiał się głośno i wziął go w objęcia. 
- Hahaha! Gratuluję! Farciarzu, przychodzić, żeby mnie o to zapytać, ale nic nie musisz mówić, oczywiście, że będę twoim drużbą i zajmę się organizacją twojego wieczoru kawalerskiego! – odparł, klepiąc chłopaka po plecach - Alexander Gideon Lightwood-Bane, tak się cieszę! 
- Jace...- wyszeptał pobladły brunet - ja nie wychodzę za Magnusa. 
- CO?! JAK TO?! Żartujesz, bredzisz, jesteś chory? Masz kogoś na boku i ja o niczym nie wiem?! Jestem twoim parabatai, czemu nic mi nie mówiłeś? I co więcej, jak możesz robić coś takiego Magnusowi? Nie mogę dać ci błogosławieństwa, jeśli kryjesz przede mną prawdę i oszukujesz swojego chłopaka..! - wykrzyczał zszokowany Herondale.
- JACE! - ryknął Lightwood, przerywając monolog przybranemu bratu - Jestem w miarę zdrowy, nie bredzę, nie mam nikogo na boku, nie kryję przed tobą niczego, kocham wyłącznie Magnusa Bane'a, a pierwiastek z tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt sześć to trzydzieści sześć. Robert zmusza mnie żebym znalazł sobie żonę. Zagroził, że zrobi coś Magnusowi. Nie mam pojęcia, co robić.
- Och - odpowiedział Jace.
- Och? To wszystko, co jesteś w stanie mi powiedzieć? - Alec zaczynał tracić nadzieję, że ktokolwiek będzie w stanie mu pomóc.
- Wiem, że nie rozmowa z ojcem nie będzie w stanie nic zdziałać - zaczął powoli blondyn - Ani, że nie możesz porozmawiać o tym z Magnusem. Z prawnego punktu widzenia również nic nie zdziałasz, w końcu Robert jest Inkwizytorem. Ucieczka z domu nie wchodzi w grę, znaleźliby cię i zmienili w Przyziemnego.
- Dzięki za pocieszenie, twoja pomoc jest nieoceniona - odparł brunet, krzyżując ręce.
- Zawsze do usług, braciszku, wiesz, że możesz na mnie liczyć - odpowiedział Jace – Wracając, to wychodzi na to, że masz trzy wyjścia. Zmiana płci, na którą pewnie się nie zgodzisz. Romantyczne samobójstwo, którego nie polecam. Oraz twoją ostatnią nadzieję: twoją matkę. Zanim cokolwiek wtrącisz. Tak, wiem, że rodzice się rozwiedli. Tak, wiem, że Robert ma nową kobietę, okropne babsko. Tak, wiem, że w zasadzie nie utrzymują kontaktów, ale Maryse to twoja matka, co znaczy, że tam gdzie twoje prawo do własnego zdania się kończy, zaczyna się jej.
- Ale... - Alexander już miał coś wtrącić, gdy rozmowę przerwało im pojawienie się pewnej istoty. Przedostatniej osoby, którą Alec chciałby oglądać: (jeszcze) chłopaka swojej siostry Simona Lewisa.
Ten wyglądał na skołowanego i zdezorientowanego.
- Hej, ktoś z was wie, co stało się Clary? Wpadliśmy na siebie przed chwilą i wyglądała na wściekłą. Gdy spytałem  ją o to bezceremonialnie mi przywaliła - zapytał ekswampir.
- Panna Morgenstern przeżywa zbyt mocny stres związany ze ślubem. Jako, że przytłacza ją ta sytuacja, postanowiła odwołać to podniosłe wydarzenie, nawrzeszczeć na swojego narzeczonego i ujść ze sklepu jubilerskiego, kwestionując cały ich związek. Ciśnienie wyniesie 1000 hPa, możemy spodziewać się przelotnych opadów - odparł Herondale.
   Na te słowa Lewis obdarzył go jadowitym spojrzeniem.
- Może nie powinieneś dawać jej powodów do kwestionowania waszej relacji? - zapytał z irytacją w głosie Simon. Zawsze stawał po stronie przyjaciółki. Nawet jeśli nie miała racji. Zawsze pozostawał jej wierny, idąc z nią na dno.
- Może to ty nie powinieneś dawać takich powodów mojej siostrze? Zanim kogoś będziesz oskarżał o złe traktowanie współpartnera, spójrz najpierw na siebie. Jak możesz być dla niej tak podły? - odparł Lightwood.
- Może twoja siostra powinna przestać zachowywać się jak tania szmata i mizdrzyć się do każdej napotkanej osoby... - Lewis nie zdążył dokończyć, bo jego twarz spotkała się z pięścią Aleca.
   Simon upadł na ziemię, z której jednak szybko się podniósł. Ruszył na starszego od siebie Nocnego Łowcę. Jedno uderzenie wystarczyło, aby w Lightwoodzie obudziła się mordercza wściekłość. Jace nigdy nie widział w takiej furii. Musiał interweniować. Szybkim ruchem dłoni złapał łokieć nacierającego na parabatai ekswampira, a później przyciągnął go do siebie, tak aby druga ręka znalazła się tuż przy jego szyi.
- Zwariowaliście?! – wykrzyczał.
- Puść mnie! – Lewis szamotał się jak szalony.
- Nie, to ty zwariowałeś – powiedział dalej wściekły czarnowłosy Nephilim. – On znieważał NASZĄ siostrę! Jak możesz nic nie robić w tej sprawie?!
   Jace spojrzał na niego zaskoczony.
- Ponieważ nie chce, żebyście się pozabijali. Dlatego – odparł przez zęby. – Idź ochłonąć.
- Żartujesz sobie, prawda? – Alec wpatrzył się w przyjaciela z niedowierzaniem wymalowanym na bladej twarzy. Z wargi kapała mu krew. Zamrugał kilkakrotnie, wydając przy tym wzgardliwe prychnięcie, po czym odszedł zostawiając ich samych.  
Alexander Lightwood szedł wzdłuż jednej z ulic Alicante. Ależ był wściekły! Jak Simon mógł tak mówić o jego siostrze?! Skurwiel! Gdyby nie Jace, Lewis zwijałby się z bólu na ulicy. Jedyne, czego pragnął to pójść do Isabelle i powiedzieć, żeby jak najszybciej skończyła z tym dupkiem. Tak będzie lepiej. Widocznie nic już nie uratuje tego zbliżającego się do krawędzi klifu związku. Oczywiście powinien to być wybór Izzy, ale nie wątpił, że dziewczyna rozważy ten pomysł. Nie mógł patrzeć, jak jego młodsza siostra cierpi i to przez takiego idiotę. 
   Zatrzymał się. Zaraz... Gdzie on był?  Alicante było domem Aleca stosunkowo od niedawna i nie miał jeszcze okazji poznać go całego. Rozejrzał się. Murowane kamienice, ciągnące się wzdłuż kamiennej drogi, bardzo odstawały od wizerunku słynnego Miasta Szkła, którego strzeliste wieże widoczne były w oddali. Westchnął. Musiał przez przypadek zbłądzić.... Powinien zaraz wracać. Tylko Razjel wie, co jego ojciec pomyśli, jeśli wróci zbyt późno. Na razie nie chciał się mu narażać. Wydawało mu się to bardzo złym pomysłem - Robert Lightwood stał się niebezpieczną personą. Skręcił w prawo, chcąc jak najbardziej zbliżyć się do Placu Anioła. Pogoda go nie rozpieszczała. Granatowo – szare niebo przecięła błyskawica, a zaraz po niej rozległ się głośny grzmot. Było źle…
- Świetnie - mruknął.  - Nie ma nic lepszego niż prysznic na świeżym powietrzu.
Przyspieszył kroku, jednak nic nie mogło mu pomóc zdążyć na czas. Swawolnie spadające krople deszczu szybko zamieniły się w siarczystą ulewę. Przeklnął w duchu. Czy to jakieś fatum?! Alexander rozejrzał się w poszukiwaniu najbliższego schronienia, lecz jedyne, co rzuciło mu się w oczy, to niewielki daszek osłaniający wejście sklepu. Pobiegł w tamtą stronę.
Niegdyś on i Magnus przeżyli podobną sytuację. Byli na randce i... Imię Bane'a wywołało u niego cień smutku. Przeżyli razem tyle chwil, zgromadzili tyle wspomnień, których nie da się usunąć z pamięci... Bez niego chłopak usychał niczym ścięta w ogrodzie rozpaczy róża. Zwłaszcza teraz rozmyślanie o nim sprawiało chłopakowi ból. Myśl, że czeka go małżeństwo z obcą kobietą i że nigdy nie ujrzy ukochanego oraz jego bezradność w tej sprawie, wprawiały go w ogromną frustrację.
- Leje jak z cebra.
Na dźwięk nieznajomego głosu odskoczył. Koło niego stała dziewczyna o niezwykłej, hiszpańskiej urodzie. Musiała być tu przed nim. Jakim cudem jej nie zobaczył?
- Nita Ybarra - przedstawiła się, wystawiając jednocześnie rękę w jego stronę.
Zamrugał zaskoczony
- Alec- powiedział. - Ekhm, znaczy się... Alexander Lightwood. - Uścisnął dłoń brunetki.
- Chwilę poczekamy. Na oko dwie, trzy...
- Dwie, trzy? - zapytał z przerażeniem. Jeżeli nie przyjdzie na czas... Wolał nie snuć spekulacji, co może się stać.
- Godziny - odpowiedziała wyraźnie zdziwiona tonem głosu chłopaka.
- Przepraszam, muszę być jak najszybciej w domu. To... Skomplikowane.
- Aha... To twój ojciec jest Inkwizytorem? - spytała. - Podobno organizuje bal.
Alexander skrzywił  się na dźwięk tych słów. Ile osób już o tym słyszało. Nie chciał tego. Miał ochotę sięgnąć po czas i zawrócić jego bieg o sto osiemdziesiąt stopni, a później zatrzymać na wydarzeniach z sprzed trzech miesięcy. Wszystko było wtedy takie idealne - koniec wojny, wszyscy pogrążeni w euforii oraz on i jego ukochany, szczęśliwsi niż kiedykolwiek.
- Tak, to on - odpowiedział, wzruszając ramionami, lecz mimo okazanego gestu nie był spokojny. - Dlaczego pytasz? Jesteś zaproszona? - Ile osób ubiegających się o jego rękę zamierza przyjść?
- Powiedzmy. Bez obrazy, ale nie uśmiecha mi się małżeństwo z nieznajomym. - Uśmiechnęła się.
- Mi też, gdybym miał to wyrazić eufemizmem - Odwzajemnił uśmiech, chociaż jego był wyraźnie wymuszony i odrobinę sztuczny. Ostatnio nie miał zbyt wiele powodów do szczerego śmiechu. Cóż... Musiał przyznać, że gdyby nie był gejem, uznałby ją za całkiem atrakycjną. Długie czarne włosy dziewczyny falami rozlewały się po jej tułowiu, dobiegając pasa, a szare oczy zwężone były w wesoły geście. Miała wabiącą wszystkich heteroseksualnych osobników płci męskiej talię osy, która wynagradzała jej dosyć niski wzrost.
Nagle coś mu się przypomniało.
- Ybarra... Jak ci z Barcelony? - Szybko pożałował tych słów.
- Tak - powiedziała z posmakiem smutku w głosie.
- Przykro mi.
- Niepotrzebnie. Jesteśmy Nocnymi Łowcami. Śmierć w obronie świata Przyziemnych oraz osób, które kochamy to nasz obowiązek. I choć bardzo tęskię, to wiem, że na jego miejscu zrobiłabym to samo. - Uśmiechnęła się słabo, ale to nie sprawiło, że jej słowa zabrzmiały jak kłamstwo. W jej oczach można było wyczytać smutek ale i pewien rodzaj dumy.
Taka właśnie była brutalna rzeczywistość Nephilim. Nie istniał większy honor niż śmierć na polu walki.  Przyziemni nigdy nie dowiedzą się o zasługach Nocnych Łowców, nigdy nikt nie wyrazi im wdzięczności, nie spróbuje wynagrodzić poświęceń. Są aniołami stróżami, niewidzialnymi opiekunami, żyjącymi i ginącymi w cieniu.
Alec odpowiedział milczącym uśmiechem, po czym usiadł na ziemi i powiedział:
- A zatem, Nito Ybarro, współwięźniu tego dachu, opowiedz mi coś o sobie.
- O ile odwdzięczysz się tym samym, panie Lightwood - odparła dziewczyna przysiadając się.


16 komentarzy:

  1. Mam wrażenie, że Simon nigdy by tak nie powiedział o Izzy. To już nie jest Simon. Poza tym, o ile mnie pamięć nie myli, był z Jace'm w miarę dobrych relacjach i takie naskakiwanie na niego za to, że Clary histeryzuje jest niesprawiedliwe v.v
    A tak to świetnie. Czytałam poprzednią wersję i choć już nie bardzo pamiętam jak to wszystko dokładnie wyglądało to jestem zachwycona wersją 2.0
    Tylko jak na mój gust to trochę za dużo problemów miłosnych na raz.
    No i postać Simona taka... niesimonowa :c
    No, ale czekam na więcej i niech nasi więźniowie dachu bawią się w miarę dobrze ^^
    No i czekam na Maleca <3
    Weny
    Ann

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :D Kilka ostatnich godzin było nerwowym czekaniem na pierwszą reakcję, także odjęłaś nam kamień z serca. Nie zdradzając fabuły powiem, że zachowanie Simona faktycznie nie przypomina Simona, jednak jest to celowy zabieg. Uspokajam, wszystko zostanie wyjaśnione w późniejszych rozdziałach, a problemy miłosne zejdą na drugi plan na rzecz akcji. Jeszcze raz dziękuję w imieniu własnym i Coco i zachęcam do dalszej lektury już w przyszłą sobotę.

      Usuń
  2. Ja tam jestem zadowolona z zachowania Simona (po części może temu, że kocham tą postać i podoba mi się niemal w każdym wydaniu). Oczywiście, przestanę być, jeśli okaże się, że powiedział tak o Izi ,,bo tak", ale skoro ma to jakieś logiczne wytłumaczenie, to naprawdę fajnie. Wiadomo, pary przeżywają kryzysy, rozchodzą się, psioczą na siebie nawzajem - takie życie. Do tego nie oszukujmy się - Izi lubi być adorowana pewnie nie tylko przez jednego faceta ;), chociaż od razu szmata? Uj, musiała mu zajść za skórę.

    Clary niby nie było, ale wybuchowy charakterek pasuje jak najbardziej. Szkoda mi nieco Jace'a, no i wybaczam, że nie miał tutaj tych swoich "ciętych" tekstów, ale wiadomo; ślub, stresik, ruda narzeczona... i tak nieźle się trzyma :)
    Mam nadzieję, że nie zrobicie cukrowego Maleca, ale rozwiniecie bardzo ciekawą relację. Tymczasowo powstrzymuję się od oceny, czy jestem zachwycona, czy tylko mi się podobało, gdyż po jednej części trudno się zdecydować ;)
    Piszcie dalej, skarby!
    Całuski,
    Carmel
    PS. Jak tam film? #teamBatman

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy najmocniej :D Film mimo wszystkich negatywnych recenzji, nie taki zły. Nie rozumiem dlaczego wszyscy narzekają na Lexa, to bardzo dobrze zrobiona postać :3

      Także #TeamBatman

      Usuń
  3. Cześć!
    Nie wiem czy mnie pamiętacie, ale byłam (jestem?) tym ludziem, który czytał i zachwycał się pierwszą wersją.
    Chciałam wam tylko powiedzieć, że ostatnio nie mam specjalnie dużo czasu na czytanie czegokolwiek, więc 2.0 najpewniej przeczytam jak najdzie mnie ochota i będę miała trochę czasu, mam nadzieję, że się nie obrazicie :D
    Najpierw stwierdziłam, że skomentuję, kiedy przeczytam, ale potem pomyślałam, że skoro dalej nie znam zakończenia, powinnam wspierać was i motywować do opublikowania go :D
    Więc komentuję już teraz i obiecuję, że przeczytam (a o to nie musicie się martwić, bo w końcu Na słowie harcerza polegaj jak na Zawiszy)
    Myślałyście nad wstawieniem tekstu, nawet już po zakończeniu, na ao3 i ff.net? Zawsze jakiś nowy czytelnik by sięznalazł

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uhh chyba przestałam umieć się logować xD
      Gabrysia

      Usuń
    2. Oczywiście, że pamiętam ^^ nawet powiem Ci, że stęskniłam się za twoimi komentarzami :D w sumie ba razie Lelo myślała czy by nie przetłumaczyć na angielski i nie dodać na wattpada

      Usuń
    3. Jakże mogłybyśmy zapomnieć o ukochanej czytelniczce <3 Zawsze wlewałaś nadzieję w nasze małe skamieniałe serduszka. Oczywiście, że się nie obrazimy. Na razie myślałyśmy jedynie nad przetłumaczeniem na angielski i wstawieniem na wattpad, ale przemyślimy sugestię ;) Zachęcamy do czytania, nie tylko końcówki, bo cała treść różni się diametralnie od pierwotnej (od 2 rozdziału przestałyśmy w ogóle sprawdzać co było w tamtej wersji xD). Z niecierpliwością czekamy na twoją opinię ^^

      Usuń
  4. Witam :)
    Przyznam się szczerze, że te opowiadanie będzie moim pierwszym ff o Darach Aniołach, zawsze był Harry Potter - w sumie nadal jest^^ Jestem w trakcie zapoznania się z książkami i już moje serduszko bije mocniej na słowo Magnus, dlatego znajdując ten blog postanowiłam zapoznać się z jego treścią :)

    Zachowanie Simona trochę mnie zirytowało, ale mam nadzieję, że chłopak aż tak nie będzie zazdrosny o Izzy.
    Trochę martwi mnie sytuacja u Lightwoodów :( To przykre, że Robert postawił przed Aleciem takie postanowienie - żal mi chłopaka, że przez to nie może być z osobą, którą naprawdę kocha....
    No i ta macocha... ach, zawsze musi być zła. Zdaję mi się, że to jej wpływ tak działa na Roberta.
    Myślę, że Jace ma rację, Alec powinien porozmawiać ze swoją matką.
    Ach, biedny Magnus, że tak cierpi i przez to wpada w alkoholizm :( Z wielkim duchem jestem z czarownikiem!

    Rozdział mi się podobał, choć zgrzytało mi trochę, jeśli chodzi interpunkcję - jest trochę słaba, popracujcie nad nią. Sorki, że to piszę, ale interpunkcja to moja mocna strona i nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła na to uwagi :)

    Będę zaglądać i czytać, zapraszam także do siebie, jeśli jesteście zainteresowane. Też piszę miniaturki różnego rodzaju :)

    Pozdrawiam serdecznie :*
    http://written-heart.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Interpunkcja to dla mnie czarna magia, niestety. Coco zna się na tym nieco lepiej, jednak postanowiłyśmy zwrócić się do profesjonalistki, dlatego dziwi mnie, że nadal zdarzyły się jakieś błędy. Mogłabyś wskazać w których miejscach? Będziemy wdzięczne. Tak, tak Simon, wiemy. Spokojnie, wszystko wyjaśni się w swoim czasie ;) Dziękujemy, że wspierasz Magnusa, my też go wspieramy i obiecujemy, że sprawa nie zostanie przez nas ominięta ;) Dziękuję w imieniu własnym i Coco i zapraszam do dalszego śledzenia "Szklanego Pantofelka" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "- Pijany nie. Wstawiony owszem. – odrzekł Podziemny z pełną powagą." - po owszem bez kropki

      "- Potrzebuje twojej pomocy - odpowiedział spokojnie chłopak" - brakuje kropki

      "- W sprawie..?" - trzy kropki lub bez nich i zostawić pytajnik.

      "- Cała przyjemność po mojej stronie, szwagierko - uśmiechnął się, odprowadzając wzrokiem pędzącą Nephilim" - brakuje kropki

      "- Ale póki, co to ja nimi rozporządzam." - powinno być: - Ale póki co, to ja nimi rozporządzam.

      "...że cię urodziło – rzekła z odrazą – Jutro wszystko ma się błyszczeć." - kropka po słowie "odrazą"

      "- Nito Ybarro – szepnęła sama do siebie, rozmasowując twarz – Musisz bardziej uważać." - kropka po słowie "twarz"

      – Musisz bardziej uważać. Może i jesteś Nocnym Łowcą. Może i walczysz z demonami. Ale teraz sam szatan zaprasza cię na partyjkę szachów." - Zmieniłabym to zdanie na: - Musisz bardziej uważać.
      Może i jesteś Nocnym Łowcą i walczysz z demonami, ale teraz sam szatan zaprasza cię na partyjkę szachów."

      "- odparł Jace, kopiąc kamień leżący na brukowanej ścieżce - A więc?" - kropka po słowie "ścieżce"

      "Alexander już miał coś wtrącić gdy rozmowę przerwało im pojawienie się pewnej istoty." - przecinek pomiędzy słowami "wtrącać" a "gdy"

      "- Hej. Ktoś z was wie, co stało się Clary?" - "- Hej, ktoś wie..."

      W zasadzie to nie ma tego dużo, ale moje oko wszystko dopatrzy i się doczepi^^ Nawet tekst jest dobrze oszacowany i chyba przesadziłam mówiąc że jest słabo, raczej jest śerdnio-dobra :D

      Usuń
    2. Cóż, gramatyczni i ortograficzni naziści są wszędzie. Przyznam szczerze, że nigdy nie zauważyłabym takowych błędów. Nie gwarantuje również, iż w kolejnych rozdziałach się nie pojawią. Zawsze byłam i jestem nadal zdania, że to treść powinna przerastać formę, a nie na odwrót. Postaramy się skonfrontować to z betą. Dziękujemy za informację.

      Usuń
    3. Nie chciałam być tym gestem złośliwa, jedynie pragnęłam pomóc, ale tak, treść ma swoją większość wartość, dlatego będę zaglądać i czytać, ale ja już niestety jestem takim nazistą, za co przepraszam, jeśli uraziłam, nie było to moim zamiarem :) Pozdrawiam serdecznie:*

      Usuń
    4. Przepraszam, że to tak zabrzmiało. Czynniki zewnętrzne. Za rady oczywiście dziękuję ;) Rozumiem, sama często ludzi poprawiam, ale tylko w obcych językach :P Również pozdrawiam i zapraszam już w tą sobotę na kolejny rozdział :D

      Usuń
  6. "Malec - Szklany Pantofelek" - nie wiem czemu, ale nazwa jakoś mnie odpychała i wiele zajęło, żebym w końcu się przemogłam i zaczęłam czytać ten twór.
    Teraz po przeczytaniu pierwszego rozdziału twierdzę, że byłam niezwykle głupia tyle zwlekając. Znowu koncepcja mnie urzekła, chociaż tak jak w "Ja wcale go nie kocham!" myślałam, że opowieść będzie z zupełnie innej beczki i to chyba także była przyczyną mojej niechęci.
    Co do samych bohaterów, cóż... dziwię się, bo nie tyle Simon jest zupełnie różny, ale także Jace wydaje się odbiegać z charakteru od Jace'a z książki, tak samo jak ojciec Aleca i Isabelle, ale - o dziwo - wcale mnie to nie razi, a wręcz jestem z tego powodu zadowolona i wyczuwam tu jakieś podwójne dno. A nawet jeżeli są tacy, ponieważ właśnie taka była wasza wizja "Szklanego Pantofelka", nie będę narzekać. Podoba mi się inne spojrzenie i oryginalność samego dzieła.
    Poza tym przyznam się, że - choć kocham Izzy całym sercem - zły, wulgarny Simon jest niesamowity!
    I chyba jestem przewrażliwiona/chora/niewyżyta, ale wyczułam, że coś z Jace'em może go łączyć i kurde - kibicuję im... ale pewnie nie mam na co liczyć T.T
    Dobra, mam nadzieję, że nie zjecie mnie żywcem za te insynuacje.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń


Skomentuj - to nic nie kosztuje, a może nas bardzo zmotywować do działania.

Lydia Land of Grafic, arts by taratjah