środa, 20 lipca 2016

Malec - Szklany Pantofelek: Rozdział 10 i 1/2 "Emo w krainie czarów"


   Dawno, dawno temu w alternatywnej rzeczywistości…
- Chłopaki! - Isabelle biegła w ich stronę. - Nareszcie was znalazłam. - Uśmiechnęła się.
- Cześć... - Alec chciał jej pomachać, ale poruszywszy ręką skrzywił się i złapał za ramię. Jego parabatai oraz siostra spojrzeli na niego z troską.
- Co się stało? - zapytała zmartwiona Iz, zajęta obmacywaniem rannego miejsca. - Złamane.
- To długa historia – wybełkotał Jace, nie do końca wiedząc, co powiedzieć.
- Którą mam nadzieje, że mi opowiecie. - Popatrzyła się na nich srogo. - Ale najpierw musimy coś z tym zrobić. - Kiwnęła głową na ranne miejsce. - Nie ma mnie zaledwie trzy godziny – burknęła, wyciągając stele i rysując szybkie iratze. - Gotowe – oznajmiła. - Ojciec powinien się dowiedzieć. - Jej spojrzenie mówiło, że nie żartuje.
- Nie! Zakaże mi wychodzić z domu. - Nie chciał tego. Spacery po Idrysie to jedyne, co mu pozostało. Tylko wtedy mógł wypływać myślami do Nowego Jorku... Do Magnusa.
- Nie możesz być tego pewien. - Po raz kolejny popatrzyła na niego hardo. - Może odwoła tą całą szopkę?
- Nie zrobi tego! - wykrzyczał. Dookoła nich zebrała się już spora grupka ludzi. - Iz, zrozum... - westchnął i pobiegł przed siebie.

   Pędził najszybciej, jak tylko mógł. Łzy spłynęły mu po policzkach.
- Nocny Łowca nie płacze – upomniał się i przetarł ręką oczy.
   Dlaczego każda sekunda bez Magnusa napawa go takim bólem? To musi być miłość, gdyby nią nie była, nie czuł by tej ogarniającej pustki i żalu ściskającego serce. Wbiegł do lasu. Przeskoczył przez kłodę. Przebiegł przez malutki strumyk i zatrzymał się. Przed jego oczami rozpościerał się cudowny widok. Kilka drzew, a koło nich niewielkie jezioro, na którego tafli tańczyły owady. Wszystko to widniało na tle ogromnego wrzosowiska. Wśród kwiatów leżała dziewczyna. Alec podszedł bliżej. Miała piękne, kręcone, brązowe włosy i oliwkową cerę. Jej oczy były zamknięte. Gdyby lubił kobiety, ta na pewno przyprawiłaby go o zawrót głowy. Była śliczna. Pełne usta były lekko rozchylone, a pierś unosiła się i opadała z rytmem.* Nagle dziewczyna otworzyła oczy, spojrzała w jego stronę i pobiegła.
- Nita? Nita! – krzyknął skołowany.
   Ruszył za nią pospiesznie. Nie rozumiał. Co właśnie się odkurwiło? Dlaczego dziewczyna, którą znał postanowiła udawać zwłoki po środku lasu, jakby liczyła na chętnego nekrofila? I dlaczego właściwie wcześniej płakał jak zagubiony trzylatek?
   Gnał za nią do utraty tchu. Wnet dziewczyna zniknęła mu z oczu. Gdy podbiegł do miejsca, w którym stała jeszcze kilka chwil temu, ziemia zapadła się pod jego stopami.

♥♥♥

   Ocucił się kilka chwil później, wstał i rozglądnął. Pomieszczenie wypełnione było drzwiami w różnych rozmiarach i kolorach. Pośrodku stał niewielki mahoniowy stolik. Alexander zmarszczył czoło. Dlaczego wszystkie meble, z jakimi ostatnio miał styczność wykonane były z tego gatunku drewna? Czyżby ich producenci zawarli tajny pakt z Nephilim?**
Na stoliku leżała samotnie stela, a także dwie karteluszki przedstawiające nieznane mu dotąd runy. Jedna stanowiła zbiór prostych kresek przecinających okrąg. Druga z kolei wyglądała jak tańczący niedźwiedź pośród drzew. Postanowił wykorzystać bardziej skomplikowany wzór. Wydawał się zabawny.
   Wziąwszy stele przyłożył ją do bladej skóry na przedramieniu. Zamrugał kilkakrotnie. Nie pamiętał żeby kiedykolwiek decydował się na karierę drag queen, stąd zdumienie chłopaka na widok zdobiącej jego ciało błękitnej, podkreślającej oczy sukni.
   Nie zastanawiając się zbytnio dokończył rysowanie runy. Nagle świat dookoła zaczął stawać się coraz mniejszy. Mahoniowy stolik osiągnął marne rozmiary multipli. A może to on urósł? Stela powiększyła się razem z nim, a niebieska sukienka uciskała go w różnych częściach ciała, szczególnie w biuście i biodrach. Magnus powinien być szczęśliwy, że jego chłopak posiada tak kształtne ciało. Niecodziennie, bowiem spotyka się tak seksownych homoseksualnych mężczyzn.
Postanowił narysować drugi wzór, tym razem na odsłoniętym udzie. Ogromnymi palcami podniósł z biurka karteczkę wielkości ziarenka piasku. Była to czynność kompletnie bez sensu, i tak nie mógł zobaczyć, co jest na niej narysowane. Postanowił zdać się na własną pamięć. Ryzykowny ruch, ale nie miał wyjścia. Musiał powrócić do zwyczajnej postaci. Przyłożył stele do skóry, po czym zaczął wypalać na niej runę. Momentalnie twarz chłopaka rozświetlił uśmiech. Udało się. Odetchnął z ulgą, lecz nie na długo, ponieważ teraz mahoniowy stolik był dwadzieścia razy większy niż poprzednio.
- Co do cholery? – wymruczał, próbując zakryć fragmentem materiału sukienki nagie ciało.
Rozejrzał się dookoła. Naprzeciw niego widniały niewielkie zielone drzwiczki. Udał się w ich stronę.

♥♥♥

   Tajemnicze drzwi przeniosły go do innego świata, jednocześnie ponownie ubierając w błękitną sukienkę. Nie mógł zrozumieć, co się właściwie działo. Jeszcze poprzedniego ranka do jego zmartwień należało życie Magnusa, świadomość, że wkrótce ożeni się, do czego zostanie zmuszony przez szalonego i apodyktycznego ojca. Dlaczego ubrany w strój francuskiej tancerki erotycznej, ruszył w pościg za swoją znajomą?
   Gdy wylądowawszy na ziemi otworzył oczy, zobaczył dwie postaci, które patrzyły na niego zaciekawione.
- Sądzisz, że nie żyje? – zapytał jeden z głosów.
- Dlaczego miałby? Jest tu główną postacią, fani pozbawiliby nas głów gdybyśmy go zabiły – odparł pospiesznie drugi, odsuwając się od chłopaka.
- Kim jesteście? Gdzie jestem? Gdzie jest Nita? – zapytał Alec w konfuzji.
- Och, jednak żyje. Cóż za szkoda – rzuciła szybko brunetka.
   Blondynka szturchnęła ją w odpowiedzi łokciem.
- Jesteś okropna – powiedziała wściekła. – Mów mi Lelo, ta pokraka, mój nieszczęsny parabatai to Coco Deer. Nie zwracaj na nią uwagi, zwłaszcza, gdy będzie próbowała wytykać ci błędy językowe***. Mówiąc o Nicie masz zapewne na myśli naszego brązowego królika. A wszyscy znajdujemy się w Krainie Czarów.
- Jak to w Krainie Czarów?! – wykrzyczał zszokowany. Nie rozumiał, co się działo.
- Cóż, to skomplikowane… - zaczęła Lelo – zasadniczo wszyscy utknęliśmy tu na jakiś czas, przez Coco. Widzisz, pewnego pięknego dnia, gdy niewinnie postanowiłyśmy udać się do kina, ten derp wpadł na najbardziej szatański pomysł wszechświata*^. Bez mojej kontroli i wiedzy zaczęła pisanie fanfiction. Gdy się o tym dowiedziałam, stwierdziłam, że muszę dla dobra ludzkości zapanować nad tym szaleństwem, więc zdecydowałam się cofnąć wszystko i zacząć od początku, więc teraz musimy tkwić tutaj aż uda mi się cofnąć wszystkie wydarzenia z pierwszej wersji „Szklanego Pantofelka”. Magnus musi ostatecznie wyleczyć się z alkoholizmu, ty musisz skończyć z depresją i przestać biegać po zaczarowanych lasach, a Nita robić coś poza sypaniem sucharami, sprzątaniem i dawaniem się podrywać^.
- Och. Jak mogę ci pomóc? – zapytał zaciekawiony. – Zrobię wszystko, co w mojej mocy. Tylko czy ta kiecka naprawdę jest konieczna?
- Tak, to jej pomysł, wybacz – wtrąciła Coco. – W zasadzie nie mamy dla ciebie żadnego konkretnego zadania, po prostu przejdź z nami przez Krainę Czarów, aż z Lelo wymyślimy sposób na odzyskanie honoru inny niż seppuku.
- Hmm. No trudno. Możecie mi jeszcze powiedzieć, dlaczego czuję się taki zagubiony? Moja dusza cierpi, czuje jakbym miał uschnąć z tęsknoty za Magnusem, każdą częścią ciała pragnę go zobaczyć, dotknąć. Nie mogę przestać o nim myśleć. Chciałbym poczuć ból tak silny, że sprawi, że zapomnę o mojej tęsknocie. I jeszcze ten błękit sukienki… On przemawia do mnie, szepcze w mej duszy o marności życia. DLACZEGO ŚWIAT JEST TAKI NIESPRAWIEDLIWY?! – Alec wykrzyczał ostatnie słowa cały czas szlochając.
- Widzisz co z nim zrobiłaś? – Lelo krzyknęła wskazując na chłopaka. Kaskada blond loków zafalowała gwałtownie. Jej mina była niezłomna, wściekła i zrezygnowana.
- Nie oceniaj, dobra? Byłam wtedy taka młoda, niewinna, miałam zaledwie 16 lat^*. To ty mnie potem zniszczyłaś! – odparła tonem wściekłej wiewiórki brunetka. – Mam ochotę płakać razem z nim, ale nie mogę przez soczewki^**!
- Z kim ja muszę pracować? – Dziewczyna odwróciła się na pięcie i spojrzała w stronę stojącej nieopodal Nity. Ta jakimś cudem zdobyła miotłę, którą teraz z pasją zmiatała brukowany chodnik. Na brązowych króliczych uszach i różowej sukience osiadł pył. – Nie. Mam dość. Alec chodź ze mną – powiedziała ciągnąc chłopaka za rękę.
   Gdy przeszła parę kroków zerknęła przez ramię. Coco podążała za nią, lecz króliczka nadal zajęta była miotłą.
- Nita! – krzyknęła zdenerwowana. Brak reakcji zmusił ją do ostateczności – Ines^***! Weź swoje myszy i idziemy. Nie wierzę, że to powiedziałam.
- O mój Boże… ona faktycznie miała myszy w pierwszej wersji*♣ – powiedziała zawstydzona brunetka. – Nie wierzę, że to napisałam.
   Przez resztę drogi szli w ciszy. Jedynie Alec w ciągłej walce między dwoma swoimi wersjami tryskał determinacją przetykaną gorzkim szlochaniem. Gdy dotarli na rozdroże Lelo pociągnęła jego ramię w prawo, Coco zaś w lewo.
- Nawet się nie waż – rzuciła groźnie blondynka.
- To ty nie próbuj ze mną walczyć. Pamiętasz ostatnie starcie? Pokonam cię w dowolnym momencie. Tak samo jak w dyskusji o to, który pairing jest lepszy. Każdy wie, że Frost Iron.
- Stony. – odparła stanowczo Lelo.
- Frost Iron
- Stony!
- Frost Iron! – krzyknęła, ciągnąc Aleca za ramię.
- Stony! – powtórzyła gest parabatai.
- Frost Iron!
- Stooo…
   Zabawę dziewczyn w średniowieczne maszyny tortur przerwał demon, którego pomarańczowa sylwetka wyrosła tuż przed ich twarzami.
- O matko… - mruknęła przerażona Coco. – KTO CI POZWALAŁ WPROWADZAĆ W TEJ CZĘŚĆI OPOWIEŚCI TĘ KREATURĘ?! – wykrzyczała, łapiąc przyjaciółkę za ramiona. – Ja nie chce ginąć… I DLACZEGO KUŹWA ON JEST MANDARYNKOWOZŁOCISTY?! Wiesz przecież jak nie lubię tego koloru.
   Stwór zaryczał.
- Może byś tak zaczęła uciekać, zamiast opieprzać mnie… - zaproponowała blondynka.
   Brunetka zmarszczyła brwi.
- Dobry pomysł – powiedziała, po czy obie uciekły w stronę niemoralnej wielkości kwiatów i liści.
   Alec stał jak wryty. Co powinien robić? W skład ekwipunku danego mu przez autorki nie wchodziło serafickie ostrze. Nie miał plus dwudziestu do ataku i dziesięciu do obrony… Nie zastanawiając się dłużej nad tym faktem, postanowił zrobić to, co dziewczyny – uciec. Wziął nogi za pas i zaczął biec. Najpierw prosto, później w lewo, następnie w prawo… Gdzie był? Demon już dawno nie podążał jego śladem. Pewnie zajął się ściganiem Coco i Lelo. Ewentualnie zaczął wpatrywać się w niebo i rozmyślać nad marnością swojej demonicznej egzystencji.
   Alexander szedł udeptaną leśną ścieżką. Było ciemno. Jedyne źródło światła stanowiły iskrzące się białosrebrną barwą pąki kwiatów.
- Betulo♣… - Usłyszał męski głos dochodzący w głębi lasu. – Nie bądź taka niedostępna. Wiem, że mnie chcesz… - Chłopak podążał za tajemniczym dźwiękiem. – Wiem, że mnie pragniesz… No nie daj się prosić.
   Jace Herondale stał przytulając wysoką o wąskim, białym konarze brzozę. Jego złote włosy były rozwichrzone, a zgrabne dłonie błądziły po korze drzewa.
- Przecież wiesz, że cię lubię… - mówił. – Nie, nie zostawię cię dla innej. Nie, nawet nie dla tej olszy. No weź, Betula. Ale no… No… Betulo Calcicola do cholery jasnej, kocham cię! – wykrzyczał. – To z tym dębem to dawno i nieprawda!
   Alec wpatrywał się w ten obraz w istnej konfuzji. Co jego najlepszy przyjaciel odpierdzielał?
- Jace… - powiedział spokojnie.
   Blondyn odwrócił się w jego stronę.
- O Alec! – Uśmiechnął się. – Betulo, poznaj mojego parabatai, Alexandra Lightwooda. Co? Nie! Nie pieprzę się z nim! Kocham tylko ciebie! Ile razy mam ci to powtarzać, zazdrośnico!
- Jace… Dlaczego molestujesz to drzewo? I o co chodzi z tymi uszami kota na głowie – zapytał zdezorientowany. Chyba musi z nim poważnie porozmawiać. – Wiesz… W Nowym Jorku mieszka pewien specjalista. Jest całkiem niezły. To ceniony doktor psychiatrii…
   Nephilim popatrzył na niego jak na totalnego idiotę.
- Alec, o czym ty do mnie rozmawiasz? – Jego oczy błądziły zafascynowane po pniach drzew. – CO?! Beti, no! Nie odchodź! Wcale nie patrzyłem na ich grube konary!
- Wiesz, że ona nie może sobie pójść, prawda? – Alec nie wiedział, co myśleć. To wszystko było zbyt chore. Zastanawiał się, co ten głupi jeleń i brokuł♣* jeszcze dla niego wymyśliły.
- Nie masz uczuć! – żachnął się Herondale. – Powinieneś tolerować moją odmienność. Kocham brzozy, słyszysz! Kocham moją Betulę! Świat nie może oskarżać mnie o miłość! – wykrzyczał.
Alec odskoczył.
- Jesteście nienormalne – mruknął pod nosem jakby do inicjatorek tego cyrku. – Jace… Ja toleruje twoją odmienność – powiedział powoli. – Tylko pomóż mi stąd wyjść – poprosił. – Wtedy znowu będziesz normalny – dodał już w myślach.
   Blondyn zamyślił się. Jego kocie uszy zafalowały w górę i dół.
- Zgoda – powiedział. – Ale kiedy dotrzemy do Kapelusznika, chce móc się napić. Koleś robi świetny bimber. - Uśmiech wypełnił twarz chłopaka. – Musisz kiedyś spróbować.
- Kim jest Kapelusznik? – zapytał. Miał złe przeczucia.
- Zobaczysz - rzekł tajemniczo Herondale.

♥♥♥
   Idąc przez las Alec nie mógł pozbyć się podejrzeń wobec tajemniczego Kapelusznika, wytwórcy nielegalnego alkoholu. Ale jeszcze bardziej martwił go stan przyjaciela, który cały czas rozglądał się na boki, czasami pogwizdując zalotnie w kierunku mijanych drzew, przy tym zaczynał intensywniej machać puchowym ogonem. Co jeszcze mogły wymyślić te dwie? Błagał żeby tylko Magnus był bezpieczny. I żeby nie zobaczył go w tym podejrzanym stroju.
   Powoli gąszcz zaczął się rozrzedzać, promienie słoneczne wpadały coraz liczniej przez mniej liczne konary. Alec dojrzał polanę, pośrodku której stał w pełni zastawiony stół, a przy którym zasiadało kilka postaci.
   Najpierw udało mu się dojrzeć brązowe uszy wystające ponad wszystko, następnie kaskadę szalonych loków, wreszcie ciemnobrązowe włosy i kapelusz z różowym piórem.
- Jak to? Zaczęliście przyjęcie beze mnie? – rzucił na powitanie Jace machając ogonem.
- Sądziliśmy, że masz małą randkę z Betulą. Opcjonalnie z własnym ego – rzuciła opierająca się na łokciach Coco, która błędnym wzrokiem patrzyła w filiżankę.
- Śmiało dosiądźcie się do nas, dla każdego znajdzie się miejsce – powiedział tajemniczy Kapelusznik unosząc głowę spod nakrycia głowy. W cieniu zaskrzyły się kocie oczy.
- Magnus?! – wykrzyknął zdziwiony Alec – To ty jesteś Kapelusznikiem!
   Czarownik wstał z filiżanką w ręku i przeszedł przez stół kopiąc przy okazji ponad połowę naczyń. Gdy przystanął przy chłopaku zaczłapał na odległość kilku centymetrów od jego twarzy, po czym spojrzał mu głęboko w oczy.
- Teraz już wiem, że jednak nie masz dwóch braci bliźniaków – roześmiał się czarownik, po czym wychylił zawartość filiżanki.
- Siadaj Alec – rzuciła Lelo, ubrana w miętową sukienkę. – Nie zwracaj uwagi, to kolejny efekt „pracy” tego pomyleńca. W każdym fragmencie Magnus musiał coś pić, chyba w założeniu miał mieć depresję po waszym zerwaniu. Mam nadzieję, że nam to wybaczysz.
   Jakby na zawołanie Podziemny wyciągnął butelkę gorzały i pociągnął z niej stanowczo za dużo.
- Stęskniłeem się kluuseczko – wypowiedział z rozpaczą w głosie czarownik♣**.
- Kluseczko? – zapytał zdziwiony Nephilim.
- No już małe... Ciii – powiedziała Nita z troską, biorąc myszy na ręce. - Jeszcze kiedyś będziemy wolne♣***.
- Czy wszyscy oszaleli?! – powiedział Alec, po czym wybuchł gorzkim płaczem. – I dlaczego znów mam depresję?
- Wszyscy po prostu są już mocno wstawieni – odparła spokojnie Lelo, patrząc beznamiętnie w filiżankę. – Spójrz tylko na Coco.
- A gdyby tak Daniel sypiał z Maryse? – wybuchła z zaskoczenia.
- Nie – odparła ze stoickim spokojem. 
- A może Jace z mahoniem? Chociaż musiałybyśmy wtedy zmieniać te wszystkie meble. Poza tym to chyba była by nekrodendrofilia. O ile w ogóle istnieje coś takiego – powiedziała podekscytowana wstając.
   Coco wybiegła na polanę, gdzie chwyciła Magnusa pod łokieć i zaczęli razem wirować fałszując „Katyushę”.
- Nie mógłbym zakochać się w mahoniu. On nie ma tego czegoś, co mają brzozy. Widzieliście, jaką one mają korę? Albo dziuple…
   Alec wypluł zawartość swojej filiżanki w reakcji na słowa parabatai. Nagle poczuł, że czyjeś ręce unoszą go do góry. Krzyknął niekontrolowanie, ponieważ krótka sukienka podwinęła się zdecydowanie zbyt wysoko. Spostrzegł, że znajduje się w ramionach Magnusa, który podrygując zaczął obracać się w kółko. Chłopak roześmiał się głośno. Świat wirował. Gdy czarownik postawił go na ziemi, wziął jego kapelusz i założył na swoją głowę.
   Gdy przerwali szalony ciąg obrotów, obaj wylądowali na trawie nie mogąc utrzymać równowagi. Nephilim leżał śmiejąc się aż poczuł usta na swoich. Magnus całował go opierając się na łokciach. Trwało to zaledwie kilka sekund, bo czarownik oparł głowę o jego ramię, a następnie zachichotał w pijackim amoku.
   Nagle jakby znikąd pojawił się mężczyzna ubrany w fantazyjny czerwony strój.
- Stójcie wszyscy w imieniu Czerwonego Króla! – powiedział wyskakując z cienia.
- Nie strasz człowieku! Wyskakujesz z krzaków jak jakiś gwałciciel! – krzyknęła Nita głaszcząc białą mysz. ♣*^
- JA WYSKAKUJĘ Z CIENIA! Czemu nikt nie może tego zrozumieć? – powiedział stanowczo mężczyzna.
- Och, no proszę nasz niedoszły Książę – powiedziała ironicznie Lelo. – Czemu zamiast Księcia wyszedł stalker gwałciciel pojawiający się znikąd?
- Bo miał być tajemniczy, okej?! – wykrzyczała łkając Coco.
- Weź mnie, ale oszczędź moją Betulę! Błagam! – powiedział łamiącym głosem Jace, strzygąc uszami.
- Wprowadzili znów prohibicję? A może to za picie w miejscu publicznym. W sumie to ta polana należy do autorek... - rzucił Mag
- Nie obchodzi mnie to! Jesteście moimi zakładnikami. Ruszajcie się! – krzyknął przybysz.
   Wszyscy wstali i zaczęli iść w stronę lasu za mężczyzną. Alec podążał z Magnusem przewieszonym przez ramię, ponieważ ten nie był w stanie ustać na nogach. Zbliżył się do Lelo.
- Psst, co to za jeden? – zapytał szeptem.
- A on? Niejaki Leo vel Daniel. Tajemniczy ukochany. Tak się porobiło, że został gwałcicielem pracującym dla twojego ojca, do którego obecnie zmierzamy. Wszystko przez nasz „talent” literacki. Muszę złapać Jace’a, zanim rzuci się na kolejne drzewo. Do zobaczenia!
♥♥♥

   Zamek Czerwonego Króla okazał się twierdzą wręcz doskonałą w swojej doskonałości. Wykonany ze szkarłatnego kamienia odznaczał się na tle zielonych drzew… W tym brzóz. Leo vel Daniel szedł przodem, a za nim z rozmarzeniem patrząca w chmury Coco.
- Ta jest w kształcie osła walczącego z przeogromną żabą – wyszeptała zafascynowana. – A może to łoś gwałcący homo erectusa? Dobrze, że nie jeleń…
   Gdzieś na boku grupki czaiła się Lelo, głaszcząca Jace’a po policzku.
- Nie przejmuj się – mówiła – może Betula ma okres? Kobiety przechodząc PMS są naprawdę nieznośne.
   Alec szedł z Magnusem przewieszonym przez ramię, a przed nimi Nita z myszami na głowie, podśpiewując wesoło pod nosem. Melodia piosenki brzmiała jak pomieszanie brzmienia "Marszu Pogrzebowego" ze słowami do "Alejandro" Lady Gagi"
- Jesteśmy – powiedział sługa Czerwonego Króla. – Otworzyć bramy! – wykrzyknął, a wtem olbrzymie wrota rozwarły się. – Chodźcie za mną.
   Przeszli przez długi korytarz, aby później stanąć przed tronem, na którym usadowiony z nogami przewieszonymi przez podparcie, ubrany w rubinową mini Robert wpatrywał się w nich groźnym wzrokiem. Momentalnie wstał i chwiejąc się na dziesięciocentymetrowych koturnach podbiegł w wystawionym palcem wskazującym w stronę Coco i Lelo.
- WY! – Jego głos rozbrzmiał, odbijając się echem po pomieszczeniu. – WY MI TO ZROBIŁYŚCIE!
- Mnie tu nie ma – wyszeptała brunetka, chowając się za drżącą ze strachu blondynką.
- BYŁEM DOBRYM OBYWATELEM TEGO KRAJU, A PRZEZ WAS STAŁEM SIĘ MORDERCĄ I NONKONFORMISTĄ! BRUTALEM!
   Lelo spojrzała na niego przerażona.
- Kobiety lubią brutali – wyjąkała. – Widzisz? Przez ciebie zginiemy we własnym fanfiction – burknęła w stronę Coco, krzyżując ręce na piersi.
   Tamta stanęła jak wryta, po czym jakby z ulgą odetchnęła.
- Tego nie ma w scenariuszu – żachnęła się.
- CO MNIE OBCHODZI SCENARIUSZ?! – wykrzyczał Robert. – NIENAWIDZĘ HOMOSEKSUALIZMU SWOJEGO SYNA! NIE! JA KOCHAM SWOJEGO SYNA! NIE NIENAWIDZĘ GO! – kłócił się sam ze sobą. – ZGINIECIE ZA TO! CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE!?
   Coco popatrzyła na niego ze smutkiem.
- Myślę, że arszenik panu pomoże – powiedziała z uśmiechem. – Mała dawka do herbaty i zezgonuje pan ze szczęścia, my lord.
   Lelo spojrzała na nią zrezygnowana.
- BRAĆ JE! – wykrzyczał Robert.
   Z kąta sali tronowej wyłoniło się dwóch karcianych żołnierzy, którzy wynieśli dziewczyny.
- Coco, jesteś trupem! – Uszedł na odchodnym głos blondynki.
   Valentine ponownie rozejrzał się po sali. Gdy wzrok mężczyzny natrafił na pijanego Magnusa Bane’a, jego twarz wykrzywił grymas.
- Znowu? – zapytał mimowolnie. – Chyba muszę zakazać picia alkoholu – westchnął. – Jeśli skażę cię na śmierć, ty i tak nie będziesz niczego pamiętać.
   Czarownik spojrzał na niego z oburzeniem.
- Ja przepraszam bardzo – rzekł dalej kiwając się na nogach. – Wypraszam sobie. Robbie, no! Teściu mój! Stracisz największego producenta bimbru w całym kraju. – Ostatnie słowo zaciągnął niczym naćpany Rosjanin♣^.
- Jesteś największym producentem bimbru na zmonopolizowanym przez siebie rynku – odrzekł spokojnie Robert. – To nie tak działa.
- Ale największym to się liczy! – Zaświecił triumfem Magnus.
   Alec popatrzył na nich skołowany. Nie… To się nie działo naprawdę.
- Do lochów z nim – wykrzyczał po raz kolejny Valentine.
   Nagle Alec ponownie poczuł ten znany mu smutek rozdzierający skołatane serce. Dwie łzy spłynęły po bladych policzkach chłopaka, a zaraz potem jego ust wydarł się rozdzierający krzyk.
- NIEEEEEEE! – zapłakał. – Nie odbieraj mi go ponownie!
   Jace poklepał go po ramieniu.
- Już, już – wyszeptał, pocieszając parabatai. – Mi też chcieli odebrać Betulę, ale ścięcie jej okazałoby się szkodliwe dla środowiska. Wszystko się ułoży, bez spiny.
- Ale ja go tak bardzo kocham – wyszlochał. – Jest sensem mojej marnej egzystencji, światełkiem w tunelu marności…
   Robert przewrócił oczami.
- Koniec z tą szopką – powiedział. – Weźcie go do lochów. A ty mój synu – zwrócił się tym razem do Aleca – wyjdziesz za kobietę, którą ci wyznaczę. Szykuj się na niezapomniany ślub – powiedział, a jego śmiech wypełnił salę.
   Jace zmarszczył czoło w konsternacji. Alec popatrzył na niego dalej smutnymi oczami. Dlaczego wszyscy w tym rozdziale marszczyli czoło?
- Jesteś pewien, że twój plan się powiedzie? – zapytał Valentine’a. – Wiesz biorąc pod uwagę, że twój syn jest gejem, mogą nastąpić pewne komplikacje w sprawach łóżkowych…
- CISZA! – wykrzyczał Robert. – WSZYSTKICH WSADZCIE DO LOCHÓW! BEZ WYJĄTKU!
   Jace tylko się zaśmiał.
- Powodzenia – powiedział, a następnie znikł.
   Alec właśnie w tamtym momencie stwierdził, że ten dzień nie może być dziwniejszy. Nawet nie wiedział jak bardzo się mylił.
- Poszukam go – westchnął Daniel. – Ale od razu mówię, że to bezsensu. Przepadł.

♥♥♥

   Grupka szła smętnie w dół schodów. Włosy Lelo podskakiwały z każdym krokiem mieniąc się w świetle pochodni. Był to jedyny pozytywny aspekt całej sytuacji. No chyba, że ktoś był fanem przetrzymywania w zatęchłych piwnicach. Niestety żadne z obecnych nie wykazywało takich skłonności. Zatrzymali się przed zakratowaną ścianą, gdzie każde z nich miało spędzić resztę życia. Daniel otworzył celę rdzewiejącym kluczem, lecz nagle od strony schodów dobiegł krzyk.
- Rozkazy Czerwonego Króla! Kapelusznika zamknąć w warsztacie, gdzie ma tworzyć nakrycia głowy dla jego królewskiej mości, królika w szwalni, gdzie będzie tworzyć kreacje, Alexandrowi przydzielić komnatę. A Coco i Lelo oddelegować do sali od matematyki, gdzie zajmie się nimi Agatha.
   Dziewczęta popatrzyły na siebie przerażonym wzrokiem, po czym padły na kolana przed Leo.
- Błagam – mówiła młodsza płacząc – Zamknij nas tutaj. Nie wysyłaj nas do tej kobiety. Błagam!
   Daniel spojrzał na nie, podniósł obie za łokcie i zaczął prowadzić w górę. Wszyscy zawrócili idąc za nim. Magnus po raz pierwszy tego dnia szedł o własnych siłach. Widocznie zaczął trzeźwieć, bo jego mina była nieco zmarnowana. Nie uciekło to uwadze Lelo, która uznała to za sukces. Alec wlókł się na samym końcu, toteż i on został odprowadzony, jako ostatni. Okazało się, że jego komnata jest cała wypełniona mahoniowymi meblami, co przeraziło go to tego stopnia, iż biorąc gorącą kąpiel cicho łkał. Wyszedłszy ubrany w kolejną niebieską suknię, identyczną jak poprzednia usiadł na łóżku.
   Nagle z cienia wyłoniła się tajemnicza sylwetka.
- Czego chcesz? – krzyknął zaskoczony chłopak.
- Witaj, Alicjo. Mam nadzieję, że cię nie przestraszyłem – powiedział zaciągając sylaby Daniel, który jak zwykle musiał wyłonić się z cienia. – Chciałem cię poznać osobiście. Wiele o tobie słyszałem.
- Aha? – rzucił Alec wstając. Tyrada nie miała dla niego sensu – Cieszę się? Chociaż wolałbym poznawać ludzi w nieco innym stroju. Zazwyczaj nie noszę sukienek.
- Uważam, że jest ci w niej bardzo do twarzy – powiedział Leo zbliżając się tajemniczo od tyłu.
- Możesz przestać zachodzić mnie od tyłu jak gwałciciel? – zapytał Nephilim odwracając się twarzą do niego.
- A co jeśli to nim właśnie jestem? – powiedział głosem, który miał być seksowny, ale wyszedł zbyt tajemniczo. Podszedł na odległość kilku centymetrów od twarzy Aleca, jednak jego sylwetka pozostawała w mroku, tak, że nie utracił nuty tajemniczości. Gdy nachylał się do tajemniczego pocałunku Lightwood bezceremonialnie uderzył do jak na damę przystało z otwartej dłoni w policzek, a następnie jak na damę przystało uciekł przez zboczeńcem.
   Biegł korytarzem postukując butami na drobnym obcasie. Gdyby nie fakt, że był zwinny jak przystało na Nephilim, wywróciłby się po kilku krokach. Usłyszawszy podążające za nim kroki wbiegł do najbliższego pokoju i zaczaił się za drzwiami nasłuchując, jak na damę przystało.
   Gdy był pewny, że kroki ucichły, znacznie odetchnął z ulgą, jak na damę przystało. Odwróciwszy głowę rozejrzał się po pomieszczeniu. Niespodziewanie natrafił na spojrzenie zielono-złotych oczu.
- Magnus – wyszeptał Alec.
   Ten podszedł do niego i przytulił mocno. Nephilim po raz pierwszy od dawna nie czuł zapachu alkoholu. Był taki szczęśliwy. Oddał uścisk czarownika rozkoszując się ciepłem jego ciała.
- Alexandrze… - Podziemny spojrzał w oczy ukochanego z miłością. – Co ty tu robisz? I gdzie my właściwie jesteśmy? I dlaczego masz na sobie tą suknię? Swoją drogą wyglądasz olśniewająco, mógłbyś ją zakładać częściej.
- Uciekam przed tajemniczym gwałcicielem, jak na damę przystało – odpowiedział ze śmiechem. – Jesteśmy w Krainie Czarów, w pałacu Czerwonego Króla. A ta suknia to wymysł autorek, tak samo jak prawie wszystko, co się tutaj dzieje.
- Czy to przez mam takiego potwornego kaca? – zapytał wskazując na pulsującą żyłę na swoim czole. – Czuję się jakbym przez rok był na martwym ciągu. A tobie co zrobiły?
- Ja, ja… - Łza spłynęła po policzku chłopaka. Czarownik natychmiast starł ją kciukiem i ponownie przytulił Nocnego Łowcę.
   Magnus trzymał go przez dłuższą chwilę w ramionach, gładząc po głowie. Alec stopniowo się uspokajał, a nawet czuł szczęśliwy? Czyżby działania Lelo zaczęły dawać efekty? Może nawet Jace otrząśnie się z brzozowego amoku.
   Mężczyzna puścił Nephilim, jednak po chwili przyciągnął go z powrotem i utonęli w namiętnym pocałunku. Niedane im było jednak nacieszyć się sobą. Nagle jeden z sługusów Czerwonego Króla otworzył stare, mahoniowe drzwi, a zza nich wyszedł oddział szkarłatnych żołnierzy.
   Karty zakłuły Magnusa w kajdany, a Leo wyprowadził protestującego Aleca na dziedziniec. Czekała tam na niego Nita, równie spanikowana jak on sam.
- Alec? Co się tutaj dzieje? I skąd się wzięły te myszy w kieszeniach mojej sukni? – zapytała skołowana.
Zostali sami z Waletem Kier, który po kolei lustrował ich wzrokiem, aż wreszcie potrząsnął głową.
- Musicie uciekać – rzucił krótko. – Zanim powróci pierwotne szaleństwo. Mam dość bycia tajemniczym gwałcicielem. Odnajdźcie księżną, ona wam pomoże.

♥♥♥

   Chmurne niebo przysłaniało ognistą kulę zwaną Słońcem. Szli nie oglądając się za siebie. Widok ojca w sukience wprawił Alexandra w jeszcze większą konfuzję. Czy to rodzinne? Zważywszy na fakt, iż chłopak także miał ją na sobie, wydawało się to niepokojącym zjawiskiem.
- Amatis, Johnatanie, nie martwcie się. Biała Królowa nas ocali – powiedziała optymistycznie Nita. – Nareszcie będziemy wolne i bezpieczne.
   Młody Lightwood popatrzył na nią znacząco. Ile to jeszcze potrwa?
Znajdowali się na środku jakiegoś totalnego wygwizdowia. Wiatr świstał nad ich głowami, wprawiając w ruch ciemne włosy. Podłoże wyłożone było kępami żółtej, wyschniętej trawy. Zapowiadało się na deszcz.
- Alec! Nita! – Usłyszeli znany im głos. – Zaczekajcie na mnie! Gdziekolwiek podążacie, idę z wami! – Jace biegł ku nim z zawrotną prędkością. – Mamy ciche dni z Betulą. Nie chce jej widzieć. Muszę przemyśleć, czy nasz związek ma jeszcze jakiś sens – wyjaśnił zdyszany.
   Dziewczyna wydawała się wyraźnie zszokowana tą informacją.
- Co się stało? – zapytała.
- Zdradziła mnie – rzekł blondyn ze smutkiem na twarzy. – Wróciłem z zamku Króla Kier, a jej gałęzie muskały z czułością liście jakiegoś dębu. Ja rozumiem, że to władca wśród drzew i tak dalej, ale żeby się z nim puszczać?! A oskarżała mnie o zdrady! Przecież jestem boski! Nie to, co jakiś godny pożałowania Quercus♣^*…
   Nita przytuliła zdołowanego chłopaka.
- Nie przejmuj się tym. Nie była ciebie warta.
- Ale co ja zrobiłem źle? Starałem się dbać o je wszystkie potrzeby… Kupowałem prezenty,  przygotowywałem romantyczne kolacje przyspieszające fotosyntezę. A ona… Ona mnie zostawiła…
Słysząc to, Alexander otarł łzę, spływającą po policzku chłopaka.
- Czy ja jestem aż tak beznadziejny? – kontynuował monolog Jace. – Nawet niczym rycerz w srebrnej zbroi odstraszałem te wstrętne sarny, aby nie jadły jej liści… Żaden dąb nie mógłby tego dokonać.
   Brunet wpatrywał się w przyjaciela. Dlaczego było mu tak smutno? Przecież związek blondyna z brzozą nawet nie był realny. O co do Razjela chodziło?!
- Przestań! Przestań! Przestań! – Tupnął nogą Alec. – Przestań doprowadzać mnie do tego stanu! To boli! Ten cały smutek jakby zbiera się we mnie… Czuję jakbym wysysał go z waszych dusz. Przestańcie oboje!
- Powinieneś być bardziej empatyczny – żachnęła się dziewczyna. – Dlatego właśnie wolę myszy. Są bezproblemowe i inteligentne. Nie to, co ludzie.
   Jace wpatrzył się w nią z rozpaczą.
- Ja kiedyś wolałem brzozy – powiedział. Jego ciało było z nimi, jednak duch pozostawał gdzie indziej.
- Wszystko lepsze niż alkoholicy. – Tym razem brunetka spojrzała w niebieskie oczy młodego Lightwooda. – Mi się takie wątroby nie podobają, ale to twoje fetysze. Osobiście uwielbiam, kiedy narządy wewnętrzne są nietknięte.
- Dlatego gadasz do myszy? – Brew chłopaka uniosła się ku górze.
- Lepsze to niż późniejsze: „spadłem ze schodów” albo „zupa była za słona”
- Cisza! – przerwał im blondyn. – Dość! Nie zniosę waszych kłótni. Dokąd mielicie w planach iść?
- Do Księżnej – powiedzieli jednocześnie.
   Jace pokiwał głową.
- Może tam znajdę jakąś brzozę…
- Nie! Zemsta na Betuli nie jest dobrym pomysłem – wytłumaczyła mu Nita. Amatis i Johnatan wplątały się w jej kręcone włosy.
- Bez jaj… - wyszeptał Alec. To było zbyt abstrakcyjne, aby mogło się wydarzyć naprawdę. Zaczarowany las, Jace – dendrofil, gadająca do myszy Nita, ojciec w stroju striptizerki z jakiegoś taniego, przydrożnego klubu i jeszcze te dwie niedorobione autorki: Coco i Lelo. Świat zwariował.
- Czyli ona może, a ja nie?! – Herondale wydawał się oburzony całą sytuacją. Na jego twarzy pojawił się zawiedziony grymas.
- W ten sposób zaprzepaścisz szansę na szybkie pogodzenie się – wyjaśniła Nephilim.
- Ja nie chcę się godzić! Nienawidzę jej! – wykrzyczał z bólem w głosie.
- Tak ci się tylko wydaje – powiedziała. – Nie rób rzeczy, których później będziesz żałować.
   Jace z niezadowoleniem pokręcił głową. Jego blond włosy zafalowały na wietrze.
- A ty, co o tym myślisz? – zwrócił się w stronę parabatai.
   Alexander Lightwood zamrugał kilkakrotnie. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Trudno było przystosować się do panującej tu sytuacji.
- Może mahonie będą bardziej wierne? – zasugerował. Nie wierzył, że to powiedział.
- Coooooo?! – Jace wpatrzył się w niego z oburzeniem. – Chyba żartujesz… Fu! Nie słyszałeś , co mówiłem wcześniej?! Mahonie nie mają tego czegoś.
- Rozumiem… - powiedział cicho chłopak. Miał wrażenie, że zaraz zemdleje. – Myślę, że Księżna będzie wiedziała, co zrobić – rzekł. – Niech ten koszmar się już skończy – dodał w duchu.
- Skoro o tym mowa… - zaczęła Nita. – Już dotarliśmy.
   Na słowa dziewczyny Alexander spojrzał przed siebie.
   Na niewysokim pagórku wśród drzew wyrastał ogromny pałac. Był o wiele piękniejszy niż ten należący do jego ojca. Biała cegła nadawała mu harmonii, a jasna dachówka dopełniała cały efekt. Z oddali słychać było ciche śpiew, które niczym pieśni nimf unosiły się echem po okolicznych polanach i łąkach.
♥♥♥
   Kryształowe obcasy dopasowanych do bajecznej sukni bucików stukały rytmicznie, gdy wraz z Nitą i Jacem przekraczali próg sali audiencyjnej, do której prowadził ich gwardzista – Goniec. Była ona urządzona dosyć nietypowo. Oprócz klasycznych witraży, przedstawiające sceny z historii Nocnych Łowców na ścianach widniały liczne namalowane czerwonym sprayem iksy, każdy z nich podpisany literą G. Nad fantazyjnie zdobionym tronie w stylu rokokowym widniał napis „Spróbujcie jeszcze raz a zginiecie”♣^**.
   Siedząca na nim postać była mocno obszarpana. Miała rozwichrzone włosy i dziurawą koszulę. Okulary spoczywające na nosie miały rozbite prawe szkiełko.
- Witajcie – powiedział spokojnie Simon uśmiechając się i podnosząc prawą rękę w geście powitania. Na jego nadgarstku spoczywały kajdanki.
- Simon? – zapytał zdziwiony wyglądem Nephilim Alec.
   Nagle na czubku głowy towarzyszącej chłopakowi Nity pojawiła się brązowa mysz, która przemówiła ludzkim głosem.
- Alec? Tu Lelo, tak wiem, że mysz to dziwny sposób komunikacji, ale zawsze coś. Simon w pierwszej wersji został pojmany razem z twoją siostrą, stąd jego okropny wygląd. Obecnie jego zadaniem jest pomóc ci w uwolnieniu nas. Czerwony Król skazał wszystkich na śmierć, a egzekucja ma się odbyć już jutro. Masz mało czasu. Simon zaprowadzi cię do kogoś, kto powie ci dokładnie, co robić. Powodzenia. – Mysz mówiła mechanicznym głosem, popiskując czasami.
- JAK TO SKAZANY NA ŚMIERĆ?! – Alec wybuchł gromkim płaczem na tą wiadomość. Jego serce stoczyło się w otchłań rozpaczy, wypełnione cierpieniem, jakiego nie zaznał nigdy żaden Nocny Łowca. Smutek rozdarł jego duszę na tysiąc kawałków, które nigdy już nie powrócą do pierwotnej całości.
   Nita patrzyła się na niego otępiałym wzrokiem, po czym wyplątała Amatis z włosów i zaczęła pieszczotliwie głaskać, szepcząc w jej stronę.
   Simon z kolei skupił swój wzrok na Jasie. Nie było to łatwe zwarzywszy na jego rozbite szkła. Dlatego powolnym krokiem podążył w jego kierunku, aby móc go lepiej dostrzec. Zatrzymał się tuż naprzeciwko badając uważnie wzrokiem twarz chłopaka.
   Blondyn stał wrośnięty w posadzkę. Powoli uniósł dłonie, którymi z czułością ściągnął chłopakowi zbędne oprawki i odrzucił je tak, że roztrzaskały się z hukiem o marmur. Następnie ujął jego twarz w dłonie i pocałował z pasją.
   Gdy wreszcie oderwali się od siebie chciwie łapiąc powietrze twarz Herondale'a rozpromieniła się w ogromnym uśmiechu.
- Pachniesz jak brzoza – powiedział cmokając czoło bruneta, który wyraźnie cieszył się całą sytuacją.
- Wybacz mi JC, kociaku, ale muszę zaprowadzić twojego parabatai do bardzo ważnej osoby. – Simon zaciągał poszczególne słowa z hebrajskim akcentem, którego nigdy nie miał, bo nie mówił po hebrajsku. W fanfiction wszystko jest możliwe.
   Podszedł do Aleca i podał mu chustkę zdobioną wzorem pantofelka.
- Otrzyj łzy, specjalną oficjalną chustką Szklanego Pantofelka o zapachu fiołków. Istnieje też wersja o zapachu brzozowym, ale sądzę, że etap podkochiwania się w parabatai masz dawno za sobą – rzucił spoglądając przez ramię na Jace’a – Chodź za mną. Muszę ci kogoś przedstawić.
♥♥♥

   Zachodnie tereny posiadłości Simona Lewisa, wyglądały niczym wyjęte z „Avatara”. Piękne wierzby spuszczały swe długie ramiona z gracją dotykając gładkiej tafli jeziora, na której powierzchni tańczyły ważki o różnokolorowych skrzydłach. Wśród drzew siedziała oblepiona białym kokonem Izzy.
- No to ja was zostawię – rzekł Księżniczek Simon. – Lecę do tego kociaka, co z tobą przyszedł. Wydaje się miłym facetem. – Pobiegł w stronę zamku, a jego nogi niczym kopyta jelonka unosiły się w górę i dół.
   Przyzwyczajony do nie zadawania pytań młody Lightwood odwrócił się w stronę młodszej siostry.
- Izzy? – zapytał niepewnie.
   Dziewczyna powoli otworzyła oczy, które dotąd pozostawały zamknięte.
- Witaj Bracie – powiedziała spokojnym tonem. Jej głos brzmiał bardzo melodyjnie. – Wiedziałam, że przyjdziesz. Przyprowadziło cię tu przeznaczenie.
   Wyraz twarzy chłopaka nie zmienił się ani trochę.
- Co kuźwa? – spytał. – Iz… Choć ty mnie zrozum i spróbuj stąd wyprowadzić…
- Nie – powiedziała szybko. – Nie mogę. Nie potrafię. Te dwie wariatki bawiły się kodami i jakoś tak wyszło, że doprowadziły do zwarcia w systemie. Jesteśmy tu uwięzieni dopóki ty nie ukończysz misji.
   Alec odchrząknął.
- Siostrzyczko, nie graj więcej w gry komputerowe Simona. Poza tym, dlaczego wszystko tutaj jest takie… Inne.
   Brwi Isabelle uniosły się ku górze. Widać było, że usilnie próbuje zrozumieć jego słowa.
- Co masz na myśli? – zapytała w końcu.
- Na przykład to, że nasz ojciec bawi się w drag queen.
- Ty także masz na sobie sukienkę.
- Ale to nie to samo – sprecyzował Nephilim. – Ja nie założyłem jej z własnej woli. Tak jakoś wyszło.
- Pozwól mu wyrażać siebie. Ostatnio jest jakiś przygaszony – westchnęła Izzy. – Może dzięki temu się ogarnie.
- Jace jeszcze do niedawna zakochany był w brzozie, ale znalazł sobie inny obiekt… Simona.
- I?
   Alec zmarszczył czoło. Ten świat zwariował.
- To twój chłopak.
- Były chłopak. Nie jestem zazdrosna. To już za nami. Jesteśmy przyjaciółmi.
   Co jeszcze go spotka?
- Teraz powiedz mi, dlaczego jesteś uwięziona w kokonie. – Jeszcze chwila, a załamie się psychicznie. Naprawdę.
- Jak to, dlaczego? – Zaśmiała się. – Chce być motylem – powiedziała i wpatrzyła się w dal niczym bohater latynoskiej telenoweli.
- Po co?
- Są piękne.
- Bez sensu – stwierdził. – Ten świat jest bez sensu. Co mam zrobić żeby się stąd wydostać?
   Izzy wzruszyła ramionami.
- Przeżyj – poradziła. – Wystarczy, że dożyjesz do końca historii, a cały ten koszmar się skończy.
- I wszystko wróci do normy?
- Raczej tak – odpowiedziała po krótkim zastanowieniu. – Oczywiście to wszystko zależy od tego do jak wielkich zniszczeń doprowadziły Lelo i Coco… Wiesz zawsze mogło być gorzej. Mogły wprowadzić do fabuły dildo, jednorożce albo pegazy. Nie zrobiły tego – dodała na pocieszenie.
   Alexander zamrugał w konsternacji. Wgłębiając się w słowa siostry, zaczynał wierzyć, że sytuacja nie była aż tak beznadziejna.
- Mogły też kazać nam słuchać disco polo – kontynuowała Izzy.
- Zamiast tego męczą nas Green Day’em – odpowiedział naburmuszony. – Mam dość słuchania tego fałszu przy: „Wake me up when september ends”.
- Osądzimy je pod koniec opowiadania – pocieszała go po raz kolejny tego dnia siostra. – Teraz daj mi spać. Idź pogadać z Jacem albo coś. Jestem zmęczona.
   Nie minęło kilka sekund, a zasnęła. Kokon powoli pokrywał jej twarz do momentu aż dotknął czubka czarnej czupryny.
- Dobranoc – powiedział zrezygnowany Alec i odszedł w stronę pałacu.
♥♥♥

   Alexander powróciwszy do zamku zastał salę tronową opuszczoną. Czekał go jedynie ten sam Goniec, który uprzednio wprowadził ich grupkę. Podążając za nim trafił na siedzących przy okrągłym stole wszystkich gości księżnej.
   Zebrani byli w trakcie popijania kolejnej w ciągu zaledwie jednego rozdziału specjalnego herbatce. Tym razem jednak wyglądało to zupełnie inaczej niż na polanie u Kapelusznika. Nita zajęta była polerowaniem srebrnej zastawy, w czym pomagały jej myszy. Jace siedział z nogami przerzuconymi przez podłokietnik, a Simon bawił się kosmykami jego włosów.
   Alec stojąc oparł się łokciami o stół przybierając poważną postawę.
- Potrzebuje was. Musimy uwolnić Magnusa i autorki. Jeśli one umrą, zostaniemy w Krainie Czarów na zawsze. Jace pozostanie dendrofilem, Daniel gwałcicielem, Nita zoofilem, Izzy motylem, Simon menelem, ja nie wyleczę się z depresji a Magnus z alkoholizmu. Nie ma takiej opcji. Bierzemy szturmem pałac Czerwonego Króla.
- Jak chcesz to zrobić? – zapytała Nita w przypływie nagłego opamiętania.
- Szczerze? Nie mam pojęcia. Zrobimy to jak autorki. Na spontana – odparł wzruszając ramionami. – Jakieś sugestie?
- Myślę, że uda mi się przekonać Waleta Kier żeby nas wpuścił. Potem użyjemy myszy, żeby dostać klucze do cel – powiedziała stanowczym głosem. Odwróciła głowę w stronę Jace’a i Simona. – Miałam pytać, czy wszystko zrozumiałe, ale widzę, że bardziej adekwatne byłoby pytanie jak wam idzie? Macie wybrane imiona dla trzeciego dziecka czy trzeba wam pomóc? Myślałam, że skoro nam udaje się powoli opanować to im też powinno przejść.
- Proszę cię. Jestem przystojny, inteligentny, utalentowany i nieziemsko skromny. Oczywiste, że mu się podobam – rzucił typowym jacowym tonem pełnym ironii. – Poza tym, błagam, Clary to irytująca siksa. On przynajmniej oglądał Gwiezdne Wojny i wie, kim jest Lestat.
- Zatem postanowione. Witamy w pierwszej oficjalnej Ekipie Wpierdolu! – krzyknął Alec, po czym stuknął się filiżanką z uradowaną Nitą♣*♣.

♥♥♥

   Magnus Bane stał w blasku południowego słońca, które brutalnie wdzierało się w jego skacowane powieki, wypalając mu oczy niczym widok nagiej Agathy Paislay. Jego strój był w opłakanym stanie, podobnie jak wygląd mężczyzny. Pozostający od dawna w martwym ciągu czarownik trzeźwiejąc doznawał ogromnego bólu, zwłaszcza, gdy dowiedział się, że został skazany na śmierć. Co też się dzieje, gdy człowiek przestanie pić? A co dopiero Wysoki Czarownik Brooklynu.
   Za jego plecami, gdzieś w cieniu stały Coco i Lelo rozważając wszystkie błędy w swoim, krótkim acz pełnym przygód życiu. Brunetka wyglądała jak śmierć i taką też miała minę. Blondynka z kolei od nadmiaru emocji zaczęła podskakiwać rytmicznie. Od piętnastu minut słychać było opadające na ziemię stopy, które wznosiły się, aby w kilka chwil później znów opaść.
   Magnus stojąc przy szafocie nie rozważał swoich win, ani nie szukał wyjścia z sytuacji. Zastanawiał się jedynie, co właściwie się dzieje, pamiętał tylko przebłyski nieskładnych i kompletnie niezrozumiałych rzeczy.
   On sam całujący Alexandra ubranego w błękitną sukienkę, Jace tulący brzozę w pobliżu pałacu Czerwonego Króla, Nitę śpiewającą do trzymanych w ręku myszy. Co to wszystko miało znaczyć? Przecież jeszcze niedawno brał potajemnie udział w balu Inkwizytora, a nagle obudził się w fatalnym stanie.
   Jednak największym zaskoczeniem okazał się Robert Lightwood. W willi ubrany w elegancki garnitur, obecnie paradował w czerwonym stroju francuskiej tancerki erotycznej.
- Jakieś ostatnie słowa czarowniku? – zapytał z powagą nieadekwatną do abstrakcyjnej sytuacji. Zwłaszcza, że pomiędzy słowami słychać było kolejne lądowania skaczącej Lelo.
- Wyglądasz zjawiskowo, drogi teściu – powiedział uśmiechając się Magnus.
   Nagle jakby, ale nie jakby, bo dosłownie znikąd pojawił się Jace Herondale. Przeciął on więzy na dłoniach Podziemnego, po czym skoczył w stronę autorek. Gdy i one odzyskały wolność rozległ się krzyk Inkwizytora.
- Brać ich!
   Jednak w tym momencie w stronę karcianych żołnierzy poleciały strzały wystrzelone z dwóch łuków, jednego należącego do Aleca, drugiego do Simona. Stali oni na wieżach strażniczych, poza zasięgiem wojsk Roberta. Jace i Nita, którzy wkroczyli dzierżąc serafickie ostrza osłaniali uciekinierów, wyrąbując drogę do wyjścia.
   Gdy udało mi się dotrzeć do bram, Simon i Alec, zajmujący się odwrotem, strzałami przecięli podtrzymujące je liny, odcinając drogę pościgowi, a potem zsunęli się po rozciągniętych sznurach, odcinając je zaraz po lądowaniu.

♥♥♥

   - Alecu - wyszeptał Magnus, kiedy zbliżali się z powrotem do bram zamku Simona. - Przepraszam za to, że ciągle piłem. - Złapał jego dłoń. - Kocham cię i przepraszam. - Musnął wargami policzek chłopaka. 
- Awww!!! - wykrzyczała patrząca na nich Coco. - Czyż to nie cudowne? Lelo, spójrz! Dwie duszę połączone węzłem miłości... To takie romantycznosłodkie! 
   Blondynka przewróciła oczami. 
- Ja tam wolę, kiedy jest bardziej słodkopikantnie. - Wzruszyła ramionami. - Nie mogłeś napisać czegoś ciekawszego niż kolejne: kocham cię i przepraszam?  
- Nie krytykuj! Jest idealnie! - Na twarzy dziewczyny pojawił się wściekły grymas. 
- Magnusie, nic się nie stało - powiedział nagle Alec. - Świat bez ciebie nie mógłby istnieć. Jesteśmy niczym dwie dusze unoszące się nad pustynią rozpaczy. Świat jest tylko nicością, kiedy nie jesteśmy razem. Kocham cię i zawsze będę kochać - dokończył. 
   Lelo skrzywiła się. 
- Weź to zmień. Brzmi jak Paulo Coelho. Pseudofilozoficzne - zwróciła się do Coco. 
- Nie zmienię. Mi się podoba. 
- Zmień. 
- Nie. 
- Zmień.
- Nie. 
- Cisza! - wykrzyknął wychodzący z pałacu Simon. - Co wyście zrobiły? - zapytał wściekły. 
- Ale o co chodzi? - Na twarzy Coco pojawił się tępy wyraz. 
- Dlaczego armia Roberta Lightwooda stoi po drugiej stronie rzeki?! - Lewis wydawał się rozwścieczony.
- Właściwie teraz powinniśmy stoczyć z nimi walkę - oznajmiła Lelo. 
- Eeee... - Mina Coco przybrała niechętnego wyrazu. - Nie lubię się męczyć. 
- Jakoś trzeba odkręcić tę całą tragedię. - Lelo była nieugięta. 
- Ale po co? - zapytała druga z dziewczyn. - Ja jestem naprawdę leniwym człowiekiem. 
- W takim razie, co niby mamy zrobić? - zapytała zdenerwowana już do granic możliwości blondynka. 
- Ominąć ten fragment. 
- Chyba sobie żartujesz. 
- Nie. 
- Spokojnie dziewczyny - zagrzmiał głos Jace'a, łaszącego się do nogi ubranego w białą suknię Simona. 
- Może zagłosujmy - powiedział Magnus. 
- Po co? Ja chce wracać do domu! - wykrzyczał młody Lightwood. - Drugi raz nie przeżyję widoku ojca w mini. 
- Przesadzasz - powiedział Lewis. - Ma bardzo seksowne łydki... - przerwał napotykając wzrok Herondale'a. - Ale ty masz lepsze - powiedział do niego. 
- Dobra, kto jest za tym żeby czym prędzej się stąd wydostać? - spytała Coco. - Jeden, dwa, trzy, cztery... - liczyła. - Przegrałaś, a ja wygrałam. - Uśmiechnęła się do Lelo. 
- I jak niby chcesz do tego doprowadzić? - zapytała blondynka brunetki, która na te słowa tylko przewróciła oczami. 
- Wypij Alexandrze - powiedziała do Nephilim Coco. 
- Co to? - zapytał niepewnie chłopak. 
- Środek nasenny - odpowiedziała. 
- Zaraz... Czyli mogłem wypić go na samym początku historii?! - Nienawidził tym wariatek. 
- Tak. 
- Dlaczego mi tego nie dałaś? - spytał jeszcze bardziej zdenerwowany. 
- A jaka w tym zabawa? - Zaśmiała się. - Pij już - poleciła. 
   Zrobił to, co kazała. Świat zaczął wirować i stawać się coraz mniej realny. 
   Otworzył w łóżku i natychmiast z niego wstał. Był we własnym pokoju.
♥♥♥
   - Wreszcie wstał, już myślałam, że z Alicji zrobiła się nam Aurora - powiedziała Lelo siedząca na skraju beżowej pościeli.
   Alec westchnął i rozejrzał się po pomieszczeniu. Na fotelu siedziała Coco ubrana w ciemno zielony sweter i czarne leginsy. Na jej nosie spoczywały okulary o typowo hipsterskim kształcie. Wpatrywała się w telefon spoczywający na kolanach, jednocześnie próbując wydrapać sobie dziurę w policzku.
- NIE DRAP SIĘ! - krzyknęła stanowczo Lelo.♣♣
   Po raz pierwszy Alec widział ją w związanych w kucyka umieszczonego na szycie głosy włosach, które opadały lokami na wszystkie strony. Miała na sobie skórzaną kurtkę, czarny T-shirt z napisem "Marvel Comics" i wizerunkami kilku superbohaterów i czerwone spodnie.
- Co się właściwie stało? Gdzie jestem? - zapytał skołowany chłopak.
- Poczekaj - zaczęła Coco, po czym zaczęła intensywnie wystukiwać coś w telefonie. - Według naszego planu fanfiction obecnie znajdujesz się w Instytucie, razem z Jacem, Maryse, Isabelle i Magnusem.
- A stało się mniej więcej tyle, że odkręciłyśmy całą tą bitwę i wszystko co działo się w pierwotnej wersji fanfiction, dzięki Bogu. Możesz spokojnie wrócić do użerania się z apodyktycznym ojcem. Nita nie gada już z myszami i robi coś poza sprzątaniem i próbami naprawienia swojego marnego życia seksualnego...
- EJ! - rzuciła Coco wyraźnie wściekła - Niby gdzie ona próbowała robić coś takiego?
- Ekhm. "Ma wolną godzinę przed powrotem swojej wspaniałej rodzinki i powinna się zrelaksować. To bardzo dobry pomysł. Usiadła na jednym z wygodnych foteli, rozłożyła nogi i zamknęła oczy. Tak mogłoby wyglądać jej życie. Wtedy byłoby idealnie." Wymień mi jedną rzecz, którą można robić w takiej pozycji i nie wiąże się ona z ratingiem +18 - odparła Lelo krzyżując ręce na piersi i unosząc lewą brew do góry.
- Eeee... spać? - powiedziała niepewnie brunetka.
- Nie ważne. Wracając Magnus już nie jest alkoholikiem, ty nie masz depresji, Jace nie spotyka się z Betulą, Daniel nie jest gwałcicielem, Izzy motylem a twój ojciec drag queen.
- Uff na szczęście. A czy pogodzili się z Clary? I czy Izzy wróciła do Simona? - zapytał uśmiechając się. W końcu uwolnił się od Krainy Czarów i tej przeklętej niebieskiej sukni, nawet jeśli wyglądał w niej rewelacyjnie.
- Yyy. - Coco rzuciła Lelo pełne napięcia spojrzenie.
- Dowiesz się w kolejnych rozdziałach - powiedziała zdenerwowana blondynka. - Do zobaczenia Alexandrze! - dodała, po czym obie rozpłynęły się zostawiając za sobą deszcz baniek mydlanych.

* Fragment z pierwszej wersji "Szklanego Pantofelka" (pisanej samodzielnie przez Coco). Złamana ręka Aleca jest skutkiem sytuacji, kiedy dwie chcące go poślubić dziewczyny, rzucają się na chłopaka. Lelo śmieje się, że biegający po lesie Alexander Lightwood przypomina zapłakane emo, a opis lasu krainę czarów.
** Nie wiemy czy zauważyliście, ale większość mebli, jakie opisujemy wykonana jest właśnie z mahoniu.
*** Coco to GrammarNazi.
*^ Byłyśmy na Kopciuszku.
^ Pierwotnie Magnus pił w każdym rozdziale, aby wypełnić pustkę po ukochanym (w wersji 2.0. ograniczyłyśmy to do stopnia minimalnego), Alec ciągle płakał, wpadał w depresję i zachowywał się jak emos, a Nita (niegdyś nazywana Ines) była przykładem głupiej bohaterki z kiepskimi żartami, bez przerwy sprzątającej oraz oddającej się uwodzicielskiemu urokowi Daniela (kiedyś Leo).
^* Obecnie Coco ma AŻ siedemnaście lat.
^** Tutaj do osób nie mających nigdy styczności ze szkłami kontaktowymi - pod wpływem łez, mogą wypaść z oka.
^*** jw. Ines=Nita, Daniel=Leo
*♣ W "Szklanym Pantofelku 1.0." Nita posiadała dwie myszy: Amatis i Johnatana. Żeby było zabawniej: lubiła do nich mówić (oczywiście bez jakiejkolwiek reakcji z ich strony).
♣ z łac. brzoza (osoby, które przeczytały Rozdział 7 i 1/2 "Klub AA i inne ekscesy" zrozumieją, o co chodzi; przypominamy, że Rozdział 7 i 1/2 został w niezmienionej formie dodany do wersji 2.0.)
♣* z ang. deer=jeleń (Jelonek to prywatny pseudonim Coco, a brokuł Lelo).
♣** Fragment z wersji 1.0.:
"- Magnusie, co ty tu robisz? - wykrzyczał oszołomiony Alec. Nie widział go odkąd rozstali się parę tygodni temu. Co jeśli ojciec ich zobaczy? Wtedy nie będą mieli już żadnych szans. - Nie powinno cię tu być – powiedział stanowczo.
- Stęskniłeem się kluuseczko – wypowiedział z rozpaczą w głosie czarownik.
- Kluseczko? Dlaczego... - I wtedy chłopak zrozumiał, od jego ex czuć było alkohol.- Jesteś kompletnie pijany!
- Nie jeestem. Wypiłeem tylko jeeden k... kieeliszek – wybełkotał, robiąc skruszoną minę.
- Natychmiast wracaj do siebie! Jeśli mój ojciec cię tutaj zobaczy...
- Maam wracać? Wystroiłem się dl... dla ciebie. - Alec na te słowa ledwo zdusił chichot. Czarownik miał na sobie dziesięć razy więcej brokatu niż zwykle, lewa strona jego głowy była starannie uczesana, a prawa rozczochrana i skołtuniona. Ubrany był w jaskraworóżową marynarkę i pomarańczowe kalesony. Magnus zawsze słynął ze swojej ekstrawagancji i obeznania w modzie, lecz tym razem jego wiedza na nic się nie zdała.
- Śmieszy cię mój strój? - Zrobił smutną minę. Podszedł do niego, zataczając się. Omal nie stracił równowagi, lecz marmurowa fontanna posłużyła mu za podpórkę.
- Nie! Tylko wyglądasz hmm... Inaczej niż zwykle. - Podziemny musiał sporo wypić, aby się tak ubrać. Można było o nim powiedzieć wszystko, ale jedno nie pozostawiało minimalnych wątpliwości: jego ubiór zawsze był intrygujący, jak i stylowy.
- Ty mnie już nie kochasz! - wykrzyczał czarownik oskarżycielskim tonem.
- Ciii... - Alec modlił się, aby nikt tego nie usłyszał. - Kocham cię Magnusie. - Zrobił krok do przodu i pogłaskał ukochanego po policzku. Jego niebieskie oczy wpatrzyły się w złoto-zielone. - Kocham cię i będę cię kochał na zawsze – wypowiedziawszy te słowa pocałował go."
♣*** Kolejny fragment z 1.0.:
Wzięła od nich igłę i wróciła do swoich obowiązków. Nie było to jej ulubionym zajęciem, ale nie mogła też powiedzieć, że tego nienawidziła. Wolała szyć sukienki, niż zamiatać podłogę po swojej „ukochanej rodzince”. Z zamyślenia wyrwał ją skrzypot otwieranych drzwi. Obejrzała się za siebie.
- No, no, no. Postarałaś się A już myślałam, że jesteś nic nie wartą pokraką – powiedziała starsza ze sióstr, Valencia. Jej czarne włosy upięte były w idealnego, czarnego koka, a dzikie, brązowe oczy wpatrywały się na nią z kpiną. Ines skrzywiła się na te słowa. Już miała odpowiedzieć jakąś ciętą ripostą, ale do głosu doszła Gracia.
- Nie są aż takie ładne. Tej różowej powinnaś dodać więcej falbanek i koronek. Nie pokażę się w czymś takim. Musisz to poprawić – mówiąc to, uśmiechnęła się z ironią. Ta z sióstr ciemne włosy miała rozpuszczone, a sukienka, w którą była ubrana przypominała worek. - Co się tak gapisz? Ładna nieprawdaż? To ostatni krzyk mody – wypowiedziała te słowa z dumą.
- Może i tak, ale chyba w świecie Przyziemnych – odcięła się Ines, a w jej duszy rozbrzmiewał zwycięski śmiech.
- Lepiej uważaj. Jeszcze raz się tak do mnie odezwiesz, a pożałujesz! - wykrzyczała.
- Ta sukienka rzeczywiście jest okropna, ale uważaj na słowa, których używasz przy mojej siostrze! – zagroziła druga z szyderczym grymasem na twarzy.
- Coś ty powiedziała? - zdenerwowała się pierwsza. - Natychmiast to wypluj! - Niestety na te słowa Valencia zatańczyła siostrze przed twarzą bardzo nieładnym palcem. - Maaamooo! - Gracia pobiegła w stronę schodów prowadzących na parter. Na twarzy Ines malował się coraz większy uśmiech.
- Śmieszy cię to?! - zapytała groźnie czarnowłosa dziewczyna. Na te słowa Nocna Łowczyni wzruszała ramionami.
- Dlaczego nie? - powiedziała.
- Jeszcze tego pożałujesz – zagroziła Valencia i dumnym krokiem ruszyła w stronę drewnianych drzwi. Ines skarciła się za swoje zachowanie. Idiotko! - pomyślała. - Głupia! Glupia! Głupia! Jak mogłam być tak lekkomyślna? Teraz pewnie wrócę do czyszczenia kibli... - Myszy pod jej stopami chyba zrozumiały, co właśnie się wydarzyło, bo zaczęły szaleńczo piszczeć.
- No już małe... Ciii – powiedziała z troską, biorąc je na ręce. - Jeszcze kiedyś będziemy wolne."
♣*^ Tutaj już nawiązanie do wersji 2.0. rozdziału 1. Lelo śmieje się, że Daniel flirtujący z Nitą zachowuje się jak gwałciciel.
♣^ Nie mamy nic do Rosjan, chodzi tylko o zaciąganie końcówek.
♣^* z łac. dąb
♣^** Fragment z wersji 1.0..
- Simon, obudź się.
Potrząsnęła nim. Ani drgnął. A co jeśli nie żyje?
- Simon, cholera! - zawołała i zaczęła nim nerwowo trząść. - Simon obudź się!
Nie wytrzymała napięcia. Trzasnęła go z liścia w policzek.
- Mamo... Jeszcze chwila... Dzisiaj sobota... - wymruczał w półśnie.
Przewróciła oczami.
- Simon to nie twoja mama, tylko ja Izzy - warknęła. - A teraz wstawaj. mamy do omówienia kilka spraw.
Powiedziawszy to, ponownie rozejrzała się dookoła w poszukiwaniu drogi ucieczki. Ta jednak wydawała się niemożliwa. Utrudniał to fakt, że nie było tu żadnych drzwi i okien.
- Co do... - wykrztusił. - Ćpałem coś wczoraj, czy naprawdę widziałem Valentine'a uwięzionego w ciele twojego ojca?
Isabelle zadrżała.
- Nie ćpałeś - powiedziała nerwowo.
- To co robimy? - zapytał.
Był przerażony. Nie przywykł do budzenia się w więzieniu, które więzienia nie przypominało ani trochę. Byli pozbawieni wszelkiego kontaktu ze światem.
- Nie wiem - wypowiedziała te słowa z rezygnacją w głosie. - Może tu być jakieś ukryte przejście, ale Valentine jest zbyt kreatywny na coś takiego.
- Ukryte przejście mówisz... A jak takie wyglądają?
- Pojęcia nie mam. Poszukaj jakiegoś czułego miejsca w ścianie.
- Coś jak punkt G? - zapytał chłopak.
Zsunęła się na podłogę i ukryła twarz w dłoniach. Simon zaczął gładzić rękami chropowatą ścianę. Isabelle popatrzyła na niego z politowaniem.
- To nie zadziała - powiedziała.
- Warto spróbować - wymruczał, nie przerywając.
- Obmacujesz tą ścianę jakby była twoją kochanką - burknęła.
- Ona przynajmniej nie marudzi - zripostował. - JEST!
Ciszę wypełnił głośny jazgot. Ściany zaczęły ruszać w ich stronę. Pomieszczenie stawało się coraz mniejsze.
- Brawo! - wykrzyczała dziewczyna.
- Co robimy? - zapytał Simon ze spanikowaną miną.
- A bo ja wiem?! To twoja wina!
- Ja przynajmniej próbowałem nas uratować!
- I widzisz jak to się skończyło? - warknęła.
Nagle ściany się zatrzymały i zaczęły od nich oddalać.
- Co jest? - W jego głosie można było wyczuć niepewność. - Czy to jakaś kolejna pułapka?
- Nie wiem -szepnęła.
- Przepraszam.
- Nie to ja przepraszam - wyznała. - Niepotrzebnie na ciebie nakrzyczałam. Chciałeś dobrze.
Chłopak jednak jej nie słuchał. Patrzył się w jeden punkt na ścianie jak zahipnotyzowany. Po chwili i ona się odwróciła. To co zobaczyła wywołała dreszcze na jej ciele. Ściana umorusana była krwią.
SPRÓBUJCIE UCIEC JESZCZE RAZ, A ZGINIECIE.

♣*♣ W zasadzie ten przypis jest zbędny, ale niech będzie. Zaplanowane fragmenty, które nie zostały jeszcze napisane, mają swoje tytułu. Jednym z nich jest "Ekipa Wpierdolu", znajdująca się w nieistniejącym jeszcze Rozdziale 12.
♣♣ Od Coco: Widzicie, co muszę przeżywać?


Coco Deer:
Nareszcie nadszedł czas publikowania tej parodii. W zasadzie napisałyśmy to gdzieś w maju, ale nie miałyśmy wyjścia i musiałyśmy czekać aż do dnia dzisiejszego. Z góry uprzedzam, że nasz humor jest specyficzny i jeśli nie chcecie nie musicie tego czytać. Przepraszam także za tak dużą ilość przypisów, ale musiały się pojawić, abyście mogli zrozumieć sens historii.
Na zakończenie dodam, iż zapraszam między 22.00, a 00:00 na bloga - pojawi się komunikat o nowym tytule, który już dzisiaj nadszedł czas zdradzić.
P.S. Rozdział znowu niebetowany, więc na błędy starajcie się nie zwracać uwagi :)
P.S.S Serdecznie dziękujemy za ponad 15 tyś. wyświetleń!
Lelo:
 EMO W KRAINIE CZARÓW! Dzieło naszego życia, dzieło sztuki parodystycznej, dzieło autoironii. Mam nadzieje, że pokochacie go równie mocno jak my. Już jutro ogłosimy tytuł naszego kolejnego opowiadania, oraz udostępniamy pierwszy rozdział naszego sterekowego dramatu. Do zobaczenia ;)

2 komentarze:

  1. Już pisalam na Wattpadzie - genialne ! Wy też jestescie genialne! ;) uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękujemy <3 zapraszamy oczywiście do czytania kolejnych rozdziałów, wśród nich pojawią się również kolejne parodie. (Przyznam szczerze, że nie ma nic lepszego do pisania niż one, dosłownie piszą się same :P)

    OdpowiedzUsuń


Skomentuj - to nic nie kosztuje, a może nas bardzo zmotywować do działania.

Lydia Land of Grafic, arts by taratjah